poniedziałek, 14 lipca 2014

~ Rozdział 12 ~


 

Cześć,
Wiem, długo nie wstawiałam tu żadnego posta. Za co serdecznie przepraszam, ale brak czasu i weny robi swoje. Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to.
Przechodząc do rozdziału:
ma on jedenaście stron
jest w nim mniej akcji
pojawi się tu parę ważnych wskazówek i nowych osób.
Czy jest on wesoły, czy smutny, czy neutralny, ocenicie sami. Życzę przyjemnego czytania :).
Pozdrawiam Darkness

Ps. dla lepszego czytania i umilenia sobie czasu daję tu trzy piosenki ----> https://www.youtube.com/watch?v=DEwzI9f_4dk    https://www.youtube.com/watch?v=awrRz24ulD0    https://www.youtube.com/watch?v=QEphsKl1g9M   + dwie piosenki, na które mam ostatnio fazę (dla ciekawych i chętnych) ---->  https://www.youtube.com/watch?v=sWVD7WfpdgA   i    https://www.youtube.com/watch?v=BSLPH9d-jsI

 ________________________________
           Maggie tej nocy praktycznie nie spała. Męczyły ją okropne myśli i koszmary. 
***
Była dość późna, wieczorowa pora, kiedy to Maggie, idąc ulicami starego miasta dostrzegła coś w ciemnościach, coś co przypominało ogromną kulę światła. Przez moment stała nieruchomo i patrzyła na niecodzienne zjawisko. Gdy zorientowała się z jaką szybkością energia zbliża się w jej stronę, odwróciła się i zaczęła biec. Za każdym razem, gdy światło znajdowało się niebezpiecznie blisko, dziewczyna przyśpieszała. Teraz, gdy poruszała się wystarczająco szybko, skręciła w najbliższą uliczkę. Nie miała wątpliwości, że kula energii chce ją dopaść. Wiedziała, że nie może się poddać, że musi uciekać, lecz przez nieustanny bieg traciła wszelkie siły. Jej poruszanie się było coraz wolniejsze, a mimo tego nadal walczyła, dopóki całkowicie nie opadła z sił. Niezidentyfikowana moc nagle ją okrążyła ze wszystkich stron. Powstały krąg zwężał się co chwile wokół „zdobyczy”, do czasu, gdy dziewczyna nie miała już możliwości jakiegokolwiek ruchu. Wtedy to pierścień światła uniósł ją w górę i zaczął wchłaniać się w jej ciało. Brunetka powoli traciła oddech, co chwila krztusząc się własną śliną. 
***
         Teraz, gdy się przebudziła cała spocona, odczuła jeszcze większe zmęczenie, niż gdy zasypiała. Miała wrażenie, że za chwilę stanie się coś niedorzecznego.
Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. Przez cały czas powtarzała sobie w myślach, że to był tylko i wyłącznie sen.
Oczy powoli zaczęły przyzwyczajać się do ciemności. Spostrzegła, że nie leży w swoim pokoju, tylko w sypialni Mandy.
 Zsunęła się z łóżka i niepewnie ruszyła w stronę drzwi. Uchyliła je.  Na korytarzu było zupełnie ciemno i cicho.
Usłyszała dwa ściszone, kobiece głosy. Nie od razu je rozpoznała. Będąc  coraz bliżej pomieszczenia, z którego dochodziły nabierała pewności do kogo one należą.
Lekko uchyliła drzwi od salonu i zajrzała do środka. Amy i Mandy przerwały rozmowę, co uświęciło Maggie w przekonaniu, że coś się tu dzieje. Praktycznie nigdy ze sobą nie gadały, więc już sam fakt, że prowadziły dialog szeptem wydawało się bynajmniej dziwne.
Obie kobiety odwróciły głowy i wpatrywały się w nowoprzybyłą.
Brunetka z lekkim wahaniem weszła do środka.
– Długo spałam?
– Dwie godziny – odrzekła stanowczo Mandy.
– Co się stało? – spytała zaspanym głosem, widząc ich posępne miny. Obydwie natychmiast ciężko westchnęły i odwróciły się do dziewczyny bokiem.
Coś jest tu nie tak. Bardzo dziwnie się zachowują w mojej obecności, pomyślała.
– Nic, idź spać. Jest prawie środek nocy – nakazała gosposia.
– Nie chce mi się spać! – zaprotestowała. – A co z wami?
– Nie musisz się o nas martwić – warknęła Amy wściekle. Maggie posłała jej pytające spojrzenie, a ta nadal stała nie wzruszona. – O nic więcej nie pytaj! Rozumiesz?! – westchnęła i ciągnęła dalej: – Idź do łóżka.
– Ale… – tu urwała, gdyż obie kobiety zwróciły na nią swe twarze, w których teraz można było dostrzec irytację i gniew.
– Nie zachowuj się jak dziecko, Maggie – Amy starała się by jej głos brzmiał spokojnie. – Proszę cię idź na górę.
W mdłym świetle księżyca wpadającego przez zamknięte okna i słabym blasku świec, na krótko dostrzegła złowieszczy uśmieszek Amy, lecz po chwili zniknął.
– Idź już! – zażądała Mandy.
Dziewczyna pośpiesznie wyszła z salonu. Miała już się kierować w stronę schodów, gdy przyszedł jej do głowy niegłupi, choć trochę ryzykowny pomysł. Gdyby podsłuchała dalszy ciąg rozmowy, wiedziałaby przynajmniej na czym stoi.
Odwróciła się na pięcie i po cichu podeszła do drzwi salonu. Przylgnęła do nich całym ciałem i przystawiła ucho. Wytężała słuch jak tylko mogła, ale docierały do niej tylko nieliczne strzępki zdań. Nie za bardzo wiedziała o co chodzi. Gdy już traciła nadzieję, do jej uszu dobiegło pytanie Mandy: „Myślisz, że czegoś się domyśla?”. Zastanowiło ją to.
Potem znów niewiele słyszała, lecz w chwili, gdy już miała odchodzić doleciał do niej głos Amy:
– Ona musi w końcu poznać prawdę. I dowie się tego albo od ciebie, albo ode mnie, albo od swoich krewnych, choć nie sądzę by oni byli chętni do rozmów z młodą krewniaczką o sprawach z przeszłości – po chwili ciszy nastąpiła odpowiedź Mandy:
– Miejmy tylko nadzieję, że ta gówniara niczego się nie domyśli lub nie dowie się tego zawczasu.
– Jest jeszcze jeden problem…
– Jaki?
– Kamilla, jej siostra.
– Aaa, ona. Nie przejmuj się nią. Kamilla jest w szpitalu w Lancaster i szybko stamtąd nie wyjdzie. Zadbam o to.
Maggie usłyszała jak kobiety powoli zbliżają się do drzwi. Dziewczyna, niewiele myśląc czmychnęła na drugą stronę korytarza i stanęła za półokrągłym wejściem do kuchni.
Czuła się tak jak mała dziewczynka, która zrobiła coś źle i ukrywa się, by nie zostać za to ukarana.
Kobiety wyszły już z pokoju i ruszyły w stronę drzwi wyjściowych. Gdy drzwi za nimi bezdźwięcznie się zamknęły, Maggie pobiegła przed siebie. Po omacku odnalazła klamkę i delikatnie otworzyła drzwi. Po kobietach nie było najmniejszego śladu.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w ciemność panującą na zewnątrz. Później, gdy stwierdziła, że to nie ma najmniejszego sensu, postanowiła iść na górę do swojej sypialni.
Będąc już tam, zamknęła drzwi na klucz i oparła się o nie. Różne myśli krążyły jej po głowie. Męczyły ją jeszcze przez chwilę, zanim  doszła do łóżka.
Jej ciało zrobiło się bezwładne i mimowolnie opadła na materac. Miała wrażenie, że jej życie rozpada się na milion kawałeczków. Schowała głowę w poduszkę i nawet nie wiedziała kiedy dopadł ją sen.
Rankiem przypomniała sobie o dzienniku, który dała jej Laura. Podniosła się i powolnym krokiem podeszła do drzwi. Ostrożnie przekręciła klucz i wyjrzała na górny holl. Pomknęła po schodach niczym wiatr. Rozejrzała się i pobiegła na koniec korytarza, gdzie, jak sadziła, znajdował się plecak. Tak jak przypuszczała dziennik nadal tam był. Odwróciła się w stronę drzwi wejściowych, zamknęła je, po czym poszła do kuchni.
Nie minęło półtorej godziny, a ona znała już treść rękopisu. Głownie opowiadał o studencie z 1967, który przebywał w jednej z wiktoriańskich posiadłości Lancaster. Opisywał on swoje przygody związane z tym domem oraz w nielicznych sytuacjach objaśniał skąd mogą się brać zjawiska paranormalne. Ani słowem nie wspomniał natomiast skąd posiadł taką wiedzę, ani czy istnieje coś takiego jak „moce”, czy też życie pozagrobowe.
Była troszkę załamana, gdyż myślała, że pokrótce chociaż dowie się w jaki sposób się tak dzieje, że na świecie rodzą się ludzie z „darem” widzenia duchów zmarłych. Niestety nic takiego tam nie było opisane.
*
Dni mijały spokojnie, można rzec, że aż za spokojnie, natomiast nocami nękały Maggie różne sny, z których większość z nich to same koszmary.
Pewnej nocy przyśniła jej się postać matki. Początkowo uznała to za absurd i wtedy się przebudziła, lecz gdy ponownie zasnęła, znów ujrzała tą samą kobietę, co poprzednio.
Czego ona ode mnie chciała? To była jej pierwsza myśl zaraz po dobudzeniu się. Niestety nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie.
Dzień minął tak samo jak poprzednie. Szkoła, powrót do domu, nauka, sen.
Nocą, gdy już spała znów przyśniła jej się postać matki. Tym razem Maggie widziała ją wyraźnie. Kobieta stała przed nią w długiej, przepasanej w talii sukni i uśmiechała się do córki. Gdy tylko ta chciała ją dotknąć, kobieta odsuwała się. Maggie biegła próbując ją złapać, lecz niestety sytuacja się powtarzała. Gdy była już całkowicie zrezygnowana, przystanęła, a wówczas kobieta odwróciła się do niej. Uśmiech zniknął z jej twarzy, a na jego miejscu zagościła poważna mina. Dziewczyna nie rozumiała jej zachowania. Matka podeszła parę kroków do córki i stanęła naprzeciw niej na odległość wyciągniętego ramienia. Siedemnastolatka zauważyła, że jej rodzicielka ma bardzo smutne oczy. Gdy spytała co się stało, tamta jedynie odwróciła głowę. A gdy powróciła do poprzedniej pozycji, pogłaskała córkę po policzku i odwracając się zaczęła powoli znikać z pola widzenia. Zanim odeszła całkowicie ostrzegła dziewczynę: „Nie ufaj nikomu, moje dziecko. Nie wierz w ich słowa. Oni kłamią.” Maggie nie bardzo rozumiała o co chodzi. Chciała iść za nią i dowiedzieć się czegoś więcej, ale chyba najwyraźniej nie było jej pisane poznać prawdy, gdyż postać zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Dziewczyna stała przez chwilę w całkowitej ciemności, po czym zaczęła krzyczeć.
Obudziła się zdezorientowana i zdyszana. Co to mogło oznaczać? Czemu matka akurat do mnie przyszła? Dlaczego teraz?
Czuła ciepło jej dotyku na swoim policzku. Od jej śmierci nie doznała żadnego ciepła od strony najbliższych.
Często zastanawiała się co oznaczają słowa wypowiedziane przez matkę. Zawsze jednak nie znajdywała żadnego sensownego wytłumaczenie.
*
         Miesiąc później nadal nie otrzymała żadnej wiadomości ze szpitala, w którym przebywa Kamilla.
         Od czasu kiedy podsłuchała potajemną rozmowę Amy i Mandy, ani jednej nie widziała w domu, ani w najbliższej okolicy.
Czasem nękały ją jakieś dziwne wyrzuty sumienia, że to może za jej sprawą kobiety opuściły miejsce zamieszkania, lecz zawsze je odpychała od siebie. To nie może być moja wina, myślała za każdym razem, gdy powracały wspomnienia z tamtego czasu.
*
         Gdy nadeszła wiosna i życie zaczęło powoli wracać do normy, nieoczekiwanie dostała telefon ze szpitala. Kamilla jakimś cudem się przebudziła.
Maggie tak długo czekała na ten moment i za każdym razem wmawiała sobie, że on nigdy nie nastąpi, a jednak dzisiaj się to stało.
Na drugi dzień zadzwoniła do Alissy i przedstawiła jej całą sytuację.
O dziwo dziewczyna zjawiła się pod jej domem w niecałe dwie godziny, choć Maggie wcale o to ją nie prosiła.
Maggie tak się ucieszyła na jej widok, że aż zapomniała się zapytać skąd tamta ma jej dokładny adres. Ale czy to ważne, podsunęła podświadomość.
Kobiety w czasie drogi do Lancaster nie rozmawiały zbyt dużo, jak i również po opuszczeniu auta.
Maggie zauważyła, że Alissa zachowuję się jakoś inaczej. Była bardziej ożywiona i pewna siebie. Brunetka sądziła, że to przez piękną pogodę, ale nie mogła mieć pewności. Postanowiła, że zapyta o to przy najbliższej okazji.
         Weszły do szpitala. Recepcjonistka od razu rozpoznała Maggie i na jej widok rozpromieniła się. Ruchem dłoni wskazała kierunek w jakiem kobiety powinny się udać, po czym wróciła do swojej pracy.
Przeszły korytarz na pierwszym piętrze i miały już ruszać piętro wyżej, gdy nagle zatrzymał je jeden z lekarzy.
- Panie, do kogo przyszły?
– W odwiedziny do Kamilli Swan – odpowiedziała Maggie zgodnie z prawdą.
– Ach. Dziewczyna miała niesamowite szczęście. Znajdziecie ją panie na następnym piętrze. Korytarzem w prawo i ostatnie drzwi po lewej. Jest pod naszą stałą obserwacją i nie zdążyliśmy jeszcze jej przetransportować na izbę chorych.
– Dziękujemy – Alissa posłała lekarzowi niewinny uśmieszek, po czy obie ruszyły w dalszą drogę.
         Maggie wiedziała, że Kamilla będzie okropnie wyglądać, ale to co zobaczyła przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
Dziewczyna leżała na wpół przytomna na szpitalnym łóżku. Była tak wychudzona, że można było praktycznie policzyć jej wszystkie kości.
Brunetka podbiegła do siostry i siadła na skraju materacu pryczy.
Szatynka z ledwością podniosła powieki, tak jakby przeczuła, że ktoś się jej przygląda. Zauważyła siostrę i zdobyła się na jakikolwiek uśmiech. Maggie widziała błysk w jej orzechowych oczach, ale po chwili przepełnił je ból, spowodowany wymuszonym uśmieszkiem.
Siedemnastolatka siedziała, trzymając Kamille za rękę, lecz nie patrzyła jej w oczy, tylko błądziła wzrokiem po jej ciele i po materacu łóżka.
         Alissa przyglądała się tej scenie od dłuższego czasu, stojąc w progu drzwi, prowadzących do sali.
Ponad godzinę była w takiej pozycji, aż zdecydowała się podejść do Maggie i oświadczyć jej, że muszą już iść.
Dziewczyna popatrzyła najpierw na Alissę, a potem na swoją siostrę przepraszającym wzrokiem. Ta, w geście zrozumienia skinęła lekko głową i posłała Maggie blady uśmiech.
Dziewczyna odwróciła głowę i ruszyła w stronę wyjścia. Ali zaproponowała siedemnastolatce nocleg u siebie w domu.
Wsiadając do auta rzuciła z rozbawieniem:
– Uważaj. Nie wystrasz się – Maggie nie zrozumiała o co właściwie chodzi tej kobiecie, więc posłała jej pytające spojrzenie. Zielonooka westchnęła i lekko uśmiechnęła się pod nosem, ale nic nie odpowiedziała.
Dalszą drogę przebyły w zupełnej ciszy.
Na miejscu Maggie zauważyła, że na podjeździe stoją jeszcze dwa auta. Pierwszą myślą, jaka przeleciała jej przez głowę, było to, że Alissa ma gości i nie ładnie się wpraszać, lecz nic na ten temat nie napomniała dziewczynie, w końcu to ona sama ją zaprosiła.
Wysiadły i ruszyły w stronę posiadłości. Był to niedużych rozmiarów dom ze strychem. Miał on jasnozielone ściany i dach pokryty brązowymi dachówkami.
         Weszły do środka. Kobieta, w wieku czterdziestu, czterdziestu paru lat, zauważyła zbliżające się dziewczyny i od razu zaprosiła je na taras, gdzie jak się okazało siedziała bodajże cała rodzina dwudziestojednolatki. Maggie naliczyła łącznie z Alissą i jej mamą sześć osób.
Rodzina była tak pogrążona w rozmowie, że nawet nie zauważyła nowoprzybyłych. Dopiero, gdy Alissa wskazała miejsce przy stole obok jej mamy i gdy już usiadły, pogawędka ucichła. Wszyscy z zaciekawieniem spojrzeli na brunetkę.
– Mamo, Thomas dzisiaj będzie? – zapytała dziewczyna siedząca naprzeciw Maggie. Siedemnastolatka stwierdziła, że jest to siostra Alissy, gdyż obie są do siebie bardzo podobne.
– Spóźni się – odpowiedziała łagodnie.
Przy stole zapadła niezręczna cisza. Po chwili przerwała ją Alissa zwracając się do domowników:
– Moja kochana rodzinko, jak zdążyliście już zapewne zauważyć, dziś wśród nas mamy niezwykłego gościa. – Maggie popatrzyła na nią, a potem po twarzach wszystkich tu obecnych osób. Większość z nich co jakiś czas posyłali jej badawcze spojrzenie. – Otóż pragnę wam przedstawić moją dobrą znajomą Maggie – wskazała dłonią na brunetkę. – To właśnie ona otworzyła mi oczy, za co jestem jej bardzo wdzięczna – posłała jej przelotny, ale szczery uśmiech. Dziewczyna odpowiedziała tym samym, choć w ogóle nie wiedziała za co przypisuje jej takie zasługi. Przecież ja nic nie zrobiłam i raczej w żaden sposób ci nie pomogłam. Musiała ugryźć się w język, by tej myśli nie wypowiedzieć na głos. – Maggie to jest moja mama, Alin – wskazała równie piękną i dojrzałą kobietę, koło czterdziestki, pięćdziesiątki, siedzącą tuż obok niej. Spojrzenia kobiet skrzyżowały się i jedna do drugiej się uśmiechnęła. – Mój tato, Sebastian – wskazała na barczystego, ciemnowłosego mężczyznę z wąsem, który siedział na wprost żony. Był w podobnym wieku, co małżonka. Widać było, że ojciec Alissy jest przyjaźnie nastawiony do swojego gościa. – A to moi młodsi braci – Marcus – wskazała chłopaka, który siedział po prawej stronie ojca, a potem pokazała na mężczyznę spoczywającego na skraju ławy i oznajmiła:  – i Nicolas – podała im dłoń, a obaj złożyli na niej niewinny pocałunek. - Kobieta siedząca po między nimi, to moja siostra, Natasha.
– Miło mi was wszystkich poznać – uśmiechnęła się, po czym zwróciła się bezpośrednio do rudowłosej dziewczyny, którą poznała na końcu: - Ty Natasho i ty Alisso jesteście bardo podobne do siebie. Można by rzec, że jesteście bliźniętami – dziewczyny zachichotały i odpowiedziały prawie równocześnie:
– Dziękujemy.
– Uwierz, bądź nie, ale nie jesteśmy bliźniaczymi siostrami – Natasha zwróciła się do Maggie, nadal pozostając w dobrym humorze. – Jestem starsza od Alissy o trzy lata – brunetka wytrzeszczyła oczy i lekko otworzyła usta. – I mimo tej przepaści wiekowej, często ludzie nas ze sobą mylą – ciągnęła dalej, nie zwracając uwagi na zachowanie gościa.
– Wcale się im nie dziwie. Prawdopodobnie, gdybym was spotkała na ulicy razem, nie poznałabym która, to która – dziewczyny znowu zachichotały.
Ucichły i dołączyły do, już spożywającej kolację, rodziny.
Szklane drzwi, przez które wychodzi się na taras, otworzyły się, a w nich stanął elegancko ubrany Thomas.
Natasha widząc go, prawie zakrztusiła się sokiem pomarańczowym i tym samym zwróciła na siebie uwagę nowoprzybyłego gościa. Ten tylko zaśmiał się cicho pod nosem i usiadł na wolnym miejscu, a jedyne jakie się tu znajdowało było centralnie koło Maggie.
         Przez cały posiłek dziewczyna czuła się niezręcznie. Jednym z głównych powodów było to, że przez większość czasu czuła na swoim ciele spojrzenie Markusa.
         Po posiłku Alissa poinformowała siedemnastolatkę o tym, że tę noc spędzi w towarzystwie Natashy, w jej pokoju.
Dziewczęta weszły na strych, a zaraz po nich bliźnięta i Thomas.
Sypialnia Natashy znajdowała się po lewej stronie strychu, natomiast sypialnia chłopaków po jego prawej stronie. Między nimi znajdował się pokój gościnny, który zajęli Alissa i Thomas.
Rudowłosa wskazała Maggie, gdzie znajduje się łazienka, by ta spokojnie mogła wziąć kąpiel.
Po umyciu się poszła do pokoju. Zamknęła drzwi i usiadła na łóżku, wcześniej wskazanym przez Natashę. Tamta wstała, podeszła do Maggie i usiadła obok niej na miękkim posłaniu. Po chwili ciszy nieoczekiwanie zadała jej kilka pytań, dotyczących głównie jej znajomości z Alissą, o pochodzenie, rodzinę i o jeszcze parę mało ważnych rzeczy.
Rozmawiały tak przez pół nocy, aż w końcu obie znużył sen.
         Rano, gdy się obudziły, spostrzegły, że spały razem w jednym łóżku i ani jednej, ani drugiej to jakoś nie przeszkadzało. Obie uśmiechnęły się do siebie, po czym zaczęły przebierać się w świeże ubrania.
Zeszły na śniadanie. Po jego spożyciu Maggie i Alissa ruszyły w drogę do szpitala.

poniedziałek, 12 maja 2014

~ Rozdział 11 ~



Moi kochani czytelnicy,
Przepraszam za tak długą nieobecność. Postaram się to wam wynagrodzić w postaci kolejnego rozdziału, który ukaże się niebawem. Mam szczerą nadzieję, że wybaczycie mi to, że was zostawiłam na cały miesiąc, a nawet ponad i mam nadzieją, że zrozumiecie, że nie mogłam postąpić inaczej… Egzaminy gimnazjalne i brak weny robią swoje…
Przepraszam też za to, że jestem nieogarnięta i też za to, że nie dodają rozdziałów na czas.
Co do tego rozdziału możecie być lekko zaskoczeni.
Kim są tajemniczy mężczyźni i czego chcą? Kim jest osoba, którą widziała Maggie w nocy? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Tego dowiecie się z tego i z następnego rozdziału. 
Wiem, że pewnie pojawią się tu błędy i może być sporo... Nie mam jeszcze bety, a ja nie zawszę wychwycę jakąś pomyłkę. Moja korektora jak na razie nie może się tym zająć i nie wiem czy będzie jeszcze mogła :/. No ale cóż, mówi się trudno i żyje się dalej
Cóż mogę wam więcej powiedzieć, niż tylko to, że zachęcam do dalszego czytania i śledzenia moich poczynań :).
Pozdrawiam,
Darkangel







_________________________________________


               Maggie stała na progu własnego domu. Zacisnęła palce w pięść i uniosła ja, by zapukać, lecz po chwili zrezygnowała z tego pomysłu.
Co się ze mną dzieje? Nigdy nie wahałam się by wejść do swojego domu! Zastanawiała się. Może czegoś się obawiasz? Może boisz się porozmawiać o twoich problemach? Boisz się reakcji gosposi? Podpowiedziała podświadomość. Ucisz się! Przemówiła do niej.
Zacisnęła usta w cienką linię i z powrotem uniosła dłoń. Zapukała. Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się, a na progu stanęła niska, czterdziestoletnia kobieta o brązowych włosach, śniadej cerze i przyjaznych oczach. Na widok Maggie rozciągnęła drobne usta w uśmiech, a ta odwzajemniła miły gest.
Mandy odsunęła się od drzwi w taki sposób, by Maggie mogła swobodnie przejść obok niej.
- Dobry wieczór – mijając ją przywitała się uprzejmie, na co gosposia jedynie skinęła głową.
Maggie poszła na górę. Weszła dom swojego pokoju, postawiła torbę z rzeczami koło łóżka, otworzyła okno i rozejrzawszy się wokół siebie i stwierdziwszy, że wszystko jest w porządku, ruszyła w stronę parteru.
         Wchodząc do kuchni poczuła zapach pieczonego chleba, pomidorów i zapiekanego sera.
Gosposia ułożyła wszystkie tosty na dużym talerzu i położyła go na stole. Podała jeszcze herbatę i razem z siedemnastolatką zasiadła do posiłku.
Po kolacji Mandy posprzątała naczynia i wyszła na chwilę na korytarz, by po chwili wrócić z kremową kopertą w ręce.
- Panienko Maggie, to list od pańskiej babci – podała ją dziewczynie. – Jest on skierowany do pani i pańskiej siostry – po tych słowach usiadła na swoim poprzednim miejscu.
- Dziękuję – siedemnastolatka posłała jej serdeczny uśmiech, a ona odpowiedziała się tym samym.
Mimo życzliwości między kobietami w powietrzu wyczuwalna była napięta atmosfera.
Po długim milczeniu czterdziestolatka podniosła oczy i zwróciła się do Maggie:
- A tak ogólnie, to gdzie pańska siostra? Mówiłaś przecież, że jest z tobą. Czemu nie powróciłyście razem?
Brunetka westchnęła i zastanawiała się nad odpowiedzią, którą i tak dla niej była wiadoma.
- Cóż… - zaczęła niepewnie. – Kamilla jest w szpitalu – powiedziała unikając wzroku Mandy.
- Co?! Jak to się stało?
Maggie milczała.
Co mam jej powiedzieć? Prawdę? Że została zaatakowana przez demona, którego tylko ona widziała? nie, nie mogę wyznać prawdy. Muszę jej jakoś łagodniej przekazać informacje i kłamać, w taki sposób, by brzmiało to wiarygodnie.
- Proszę, powiedz mi co z nią? – spytała spokojniej.
- Zapadła w śpiączkę – zaczerpnęła powietrza i uniosła wzrok. – Powód nie jest znany – skłamała. Dobrze wiedziała co jej jest, lecz nie mogła tego wyznać, nie jej.
Dziewczyna podniosła się z miejsca i miała już wychodzić, kiedy to Mandy do niej podeszła i złapała ją za ramię. Brunetka odwróciła się gwałtownie i spojrzała w zasmucone oczy kobiety.
- Powiedz, chociaż w jakim jest szpitalu – Maggie zdziwiło to, że gosposia zwraca się bezpośrednio do niej i nie mówi do niej „panienko” lub „pani”. Pewnie jest w szoku, podpowiedziała podświadomość, a ona się z nią zgodziła.
W każdym bądź razie gosposia zwraca się tak do niej bardzo rzadko, więc miała prawo być zaskoczona. Przyjęła obojętny wyraz twarzy, by kobieta nie zauważyła tej niepotrzebnej emocji. Patrzyła na nią, kompletnie zapominając o jej pytaniu. Nieświadomie uniosła brew. Mandy musiała to zauważyć, ponieważ popatrzyła na nią z lekko zrezygnowana i zapytała ponownie o miejsce pobytu Kamilli.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Moja siostra leży w Ridge Lea Hospital w Lancaster.
- W Lancaster? – spytała z niedowierzaniem.
- Tak – odparła krótko i zwięźle, po czym wyszła z kuchni.
         Tej nocy Maggie nie spała spokojnie, śniły jej się przeróżne, niestworzone rzeczy, że ktoś napada jej dom, że jej siostra chce ją zabić, ujrzała też czyjąś śmierć i dokładnie wiedziała, że ma to nastąpić w najbliższej przyszłości.
Obudziła się z szybko bijącym sercem i roztrzęsionym ciałem. Z przerażeniem pomyślała o Kamilli. Ona umrze? , przeszło jej przez myśl, ale po chwili odpędziła złowrogi scenariusz. To tylko sen, nic nieznaczący sen, próbowała się pocieszyć tą myślą, lecz poprzednia nie dawała jej spokoju.
Ześlizgnęła się z łóżka i powolnym krokiem ruszyła w stronę schodów.
Gdy znalazła się w kuchni, oświeciła światło i wyjęła kubek z szafki. Nalała do niego zimnej wody i odwróciła się tyłem do blatu mebli, zaczynając powoli pić przeźroczystą ciecz. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę okna. O cholera! Pomyślała widząc przez szybę jakąś ciemną postać. Odłożyła kubek na stół i pobiegła w stronę wejścia. Wzięła klucze i otworzyła drzwi. Kątem oka dostrzegła czarną postać, patrzącą się na jej dom.
- Ej! – obcy odwróciła twarz w jej stronę, a dziewczynę ogarnę strach i niepokój, a jej ciało przeszywał nieprzyjemny dreszcz. – Co ty tu robisz?! – zeszłą ze schodów i stanęła na ścieżce. – Czego tu chcesz? – postać nie odpowiadała, lecz patrzyła na dziewczynę. Zwróciła powrotnie wzrok na dom, odwróciła się i zniknęła w mroku.
Maggie stała tak jeszcze przez dłuższą chwilę, osłupiała. Wpatrywał się w ślad za obcym.
Otrząsnęła się z osłupienia i poszła powrotnie do domu.
Znajdując się w ciepłym pomieszczeniu odczuła jak bardzo zmarzła. W sumie nie ma co się dziwić, skoro stała na dworze, w zimę, w samej koszulce i bieliźnie, bez żadnego ocieplenia, bez butów.
Miała tak przemarznięte stopy i dłonie, że ledwo co mogła nimi ruszać. Po chwili zaczęła ją trzepać z zimna.
Weszła do salonu i rozpaliła w kominku w celu ogrzania się. Gdy ogień był wystarczający, wstał i poszła do kuchni. Wzięła kubek i wylała jego zawartość. Wsypała do niego czekoladę i zalała zagotowaną przed chwilą wodą. Wychodząc z pomieszczenia zgasiła światło.
Wróciła do salonu i gotowy napój postawiana na stoliku z rzeźbionego drzewa.
Poszła na górę do pokoju, nałożyła na stopy wełniane pończochy, zarzuciła na ramiona granatowy sweterek, a na nogi wciągnęła luźne spodnie, które służyły jej za czasu do biegania i w takim stroju skierowała się do drzwi. Zamykając je za sobą, stwierdziła, że pójdzie na strych po gruby koc. I jak postanowiła tak zrobiła.
Zeszła na dół, zabierając po drodze z biblioteczki grubą książkę.
Weszła jeszcze do sąsiedniego pokoju w celu sprawdzenia, czy przypadkiem Mandy nie wstała, słysząc krzyki z zewnątrz. Na szczęście kobieta spała.
Odstawiła wszystkie rzeczy na fotel w salonie i przysunęła mebel bliżej kominka.
Wzięła czekoladę i usiadła w wygodnym siedzisku. Otuliła się kocem. Upijając kolejne łyki cieczy zagłębiała się coraz bardziej w książkę. Słabe światło nie przeszkadzało jej w czytaniu.
Nie wiedziała kiedy zapadła w sen.
         Nad ranem obudził ją odgłos dzwoniącego telefonu. Niechętnie otworzyła oczy. Przyzwyczaiwszy się do światła słonecznego, stwierdziła, że ów urządzenia nie ma przy sobie. Uświadomiła sobie, że zostawiła go w pokoju. Wbiegła więc szybko na górę i w ostatnim momencie odebrała.
- Halo? – powiedział nadal ospałym głosem.
- Idziesz ze mną do szkoły? – usłyszał przyjazny głos Laury.
- Yyy, ok.
- To świetnie. Będą za dziesięć minut.
- Jak chcesz – po tych słowach rozłączyła się.
*
         Dzień w szkole wydawał się, jak zwykle, nudny i uciążliwy. Maggie myślała, że ta męka nigdy się nie skończy. A to dopiero połowa, podsumował głosik w jej głowie. Zamknij się, odpowiedział sobie w myślach.
         Dochodziła pora lunchu. Dziewczyna zeszłą więc na stołówkę. Usiadła na swoim stałym miejscu, czyli na końcu pomieszczenia i pozwoliła myślą swobodnie płynąć.
Była tak zamyślona, że nie zauważyła jak ktoś dosiada się do niej do stolika. Dopiero gdy towarzysz lekko potrząsnął ją za ramię, zwróciła uwagą kto koło niej siedzi.
- Maggie, porozmawiaj ze mną – mówiła Laura tym swoim milusim, błagalnym głosem, którego Maggie wręcz nie cierpiała.
- O czym? – spytała po chwili zawahania.
- Chodź ze mną! – Laura wzięła ją za rękę i pociągnęła dziewczynę w taki sposób, by ta wstała i podążyła za nią.
Widząc wahanie koleżanki, objaśniła:
- Chyba nie chcesz rozmawiać tu przy wszystkich?
Brunetka pokręciła głową, a Laura nadal trzymając ją za dłoń ruszyła w stronę bocznego wejścia stołówki.
Szły długim korytarzem, zatrzymały się dopiero przed ścianą, na której znajdowały się szafki szkolne. Blondynka na chwilę puściła rękę dziewczyny by wyjąć z jednej z nich książkę w ciemnobrązowej skórzanej oprawie. Schowała ja do aksamitnej torby i odwróciła się przodem do Maggie.
- Chodź – chwyciła ją za nadgarstek i pociągnęła za sobą. Tym razem dziewczyna nie protestowała, szła posłusznie za młodszą koleżanką.
Schodziły po schodach w dół na niższy poziom budynku szkolnego. Maggie dokładnie już wiedziała gdzie zmierzają.
Po krótkiej chwili stały pod drewnianymi drzwiami biblioteki.
Laura popchnęła drzwi i „wciągnęła” Maggie do środka. Usiadły przy jednym z końcowych stolików, po oby jego stronach.
- Co chciałaś mi powiedzieć? – zaczęła niepewnie siedemnastolatka.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko wyjęła z torby książkę i położyła ją przed sobą.
Maggie przyglądała się zarówno niej, jak i towarzyszce.
Egzemplarz wydał jej się bardzo znajomy, niestety nie mogła sobie przypomnieć, gdzie już go widziała. Nagle sobie to uświadomiła. Widziałam ją przecież w domu Michaela, pomyślała i już nabrała co do tego pewności. Jak to możliwe, że ona jest tutaj, w Newcastle? Chyba, że… spojrzała podejrzliwie na dziewczynę, nie, to niemożliwe. Nie sądzę, by to zrobiła. Ale czy na pewno jest taka niewinna, na jaką wygląda?
Maggie była pogrążona we własnych myślach i podejrzeniach. Próbowała odpędzić od siebie te nierozsądne domysły.
- Rozpoznajesz ją? – zapytała nagle Laura bacznie przyglądając się brunetce.
Dziewczyna odpowiedziała kiwnięciem głowy.
- Zapewne wiesz, gdzie widziałaś ten notes – ciągnęła dalej Laura.
- Tak wiem, u Michaela – odpowiedziała krótko, nadal nie rozumiejąc do czego ona zmierza. – Czy on o tym wie, że ją wzięłaś?
Blondynka posłała jej spojrzenie typu: „Chyba żartujesz.”
- Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie – w głosie wyczuwalna była kpina, ale Maggie to zignorowała. – On nawet nie wie, że miał taką perełkę pod dachem – mówiła tym samym kpiącym głosem. Widać było, że czeka na reakcje sąsiadki, a nie doczekawszy się jej kontynuowała: - Pewnie zastanawiasz się czemu ci to mówię i czemu właściwie ci pokazuję ten dziennik – Maggie pokiwała głową. – Chciałaby, żebyś go przeczytała – przesunęła notes w stronę Maggie. Dziewczyna podniosła ją. – Schowaj ten dziennik. Niech nikt go, poza nami o nim nie wie – Maggie posłusznie schowała egzemplarz do plecaka.
- Dopilnuje, żeby nikt nie wiedział o istnieniu tego notesu – zaczerpnęła powietrza i kontynuowała: - Ale nadal nie rozumiem jaki to ma związek ze mną.
- Przeczytaj – uśmiechnęła się zawadiacko i zanim wyszła rzuciła jeszcze do dziewczyny: - Może ci to rozświetli drogę – i zostawiła zakłopotaną koleżankę samą w bibliotece.
         Godziny ciągnęły się nieubłagalnie. Maggie miała wrażenie, ze siedzi w tej szkole całą wieczność. Wybawieniem okazał się ostatni dzwonek.
         Dziewczyna wracała do domu w zamyśleniu. Jej myśli krążyły wokół nocnej zjawy widzianej pod domem, Michaela, notesu i Kamilli, która pozostawała w śpiączce już od jakiegoś czasu.
Nie mogła się też pozbyć dziwnego przeczucia, że coś się dzisiaj wydarzy, coś niekoniecznie przyjemnego.
         Przechodząc koło kawiarni ujrzała bawiące się dzieci po drugiej stronie ulicy. Jaką te małe istotki mają radochę z zimy. Jest w nich tyle energii, tyle pozytywnych emocji, zero stresu, zero zobowiązań. Westchnęła.
Uświadamiając sobie, że stoi tak przez dłuższą chwilę, postanowiła kontynuować powrotną drogę do domu. Przyśpieszyła kroku i już znajdowała się nie daleko własnego mieszkania.
         Wyjęła klucze z plecaka i miała już włożyć je w zamek, ale spostrzegła, że drzwi są otwarte.
Jej wzrok od razu padł na trzy nieduże plamki krwi na ciemnym dywanie. Co tu się, kurwa, stało?
Postanowiła, że na wszelki wypadek przeszuka dom.
Na podłodze w kuchni był potłuczony talerz, a z blatu stołu sączył się na ziemię pomarańczowy sok z przewróconej szklanki.
W pokoju gościnnym były pozrzucane poduszki z kanapy na panele, a sam mebel został lekko przesunięty. Po za tym wszystko było w porządku. Zanim wyszła jeszcze raz rzuciła okiem na pomieszczenie.
W łazience wszystko było na swoim miejscu.
Pokój pani Mandy, podsunęła podświadomość. Instynktownie podążała w wskazanym kierunku. Jej ciałem zawładnął niepokój.
Weszła do pomieszczenia, które zajmowała gosposia. Od razu zauważyła porozrzucaną pościel i książki po całym pokoju. Następnie jej wzrok padł na ciemny kąt.
- Cholera, Mandy! – wykrzyczała i podbiegła do przywiązanej do stołka kobiety. Gdy zdjęła jej chustę z ust usłyszała jak gosposia krzyczy coś do niej, a potem, potem widziała tylko ciemność.
         Ocknęła się po niedługim czasie. Początkowo nie wiedziała co cię stało i gdzie się znajduję. Chwilę później uświadomiła sobie, że znajduje się w własnym domu i że została uderzona czymś w kark. Pamiętała jak pociemniało jej w oczach i jak jej ciało robi się bezwładne.
Była lekko przyćmiona, ale już była świadoma co się dzieje.
Jej cało zostało skrępowane sznurami i przywiązane do krzesła. Podniosła głowę i przed sobą ujrzała dwóch mężczyzn. Jeden, stojący z tyłu, wyglądał na młodego, natomiast drugi był od niego o wiele starszy.
- Widzę, że nasza księżniczka się obudziła – zakpił ten starszy.
Maggie przewróciła oczami.
- Wypuście mnie! – rzuciła rozwścieczona dziewczyna.
- Zrobimy to, jeśli nam powiesz gdzie jest jedna rzecz.
- Nie rozumiem.
- Kłamiesz! – wtrącił drugi.
- Nie, nie wiem o co chodzi!
- Oj dobrze wiesz o co chodzi, moja droga – powiedział pierwszy.
- Nie.
- Nie udawaj głupiej! – rozkazał drugi głos.
- Nie jestem głupia – Maggie protestowała, nadal nie rozumiejąc o co chodzi napastnikom.
Obydwoje puścili to mimo uszu.
- Lepiej będzie dla ciebie jeśli będziesz z nami współpracować.
Maggie spojrzała na niego wściekle.
Napastnik przybliżył się do niej i ujął jej twarz.
- Oj szkoda by było oszpecić tą śliczną buźkę. Nieprawdaż? – uśmiechnął się kpiąco i mocno szarpnął podbródek dziewczyny.
Maggie nic nie odpowiedziała. Jej oczy płonęły z nienawiści.
- Powtórzę moje pytanie. Gdzie to jest?
- Nie wiem o co chodzi!
- Kłamiesz! – ręka napastnika z świstem przecięła powietrze i spadła na lewy policzek brunetki. – Słuchaj smarkulo, lepiej odpowiedz zgodnie z prawdą, bo inaczej źle się to dla ciebie skończy, rozumiesz? – nie czekając na jej reakcje, kontynuował: - Bardzo nam zależy na tych dokumentach. Gadaj więc gdzie je ukryłaś! – wyjął nóż z kieszeni i zaczął się nim bawić, niebezpiecznie blisko twarzy dziewczyny.
- Nie rozumiem o jakich dokumentach mówisz! – zauważyła jak starszy mężczyzna bierze zamach, czekała na kolejny cios, lecz ten nie nastąpił. Młody chłopak podbiegł do niego i zatrzymał jego rękę.
- Wystarczy!
- Nie rozkazuj mi gnojku!
- Można załatwić to przecież w inny sposób – posłał mu znaczące spojrzenie, potem przeniósł wzrok na Maggie i z powrotem na towarzysza. Widząc zdziwienie w oczach starszego kolegi objaśnił: - Nie używając przemocy, tym bardziej nie trzeba używać zabawek – wskazał wzrokiem nóż trzymany przez pierwszego w ręce. – Trzeba do tego podejść inaczej.
- Co masz na myśli?
- Odsuń się! – nakazał i kucnął przed dziewczyną.
Wziął podbródek dziewczyny w swoją dłoń i lekko pociągnął, w taki sposób, by mogła mu spojrzeć prosto w oczy.
Maggie niechętnie otworzyła powieki i zatopiła oczy pełne wściekłości w pięknej zieleni jego tęczówek.
- Możesz powiedzieć, gdzie są te dokumenty? – spytał dość łagodnie. Siedemnastolatka ani drgnęła, ani nie wypowiedziała żadnego słowa.
Dlaczego taki piękny i młody mężczyzna musi być tym „złym”?, pomyślała z rozpaczą.
Chłopak musiał odczytać tą myśl z jej oczu, gdyż popatrzył na nią ze zdziwieniem, zamknął powieki i spuścił głowę.
Ten stan trwał tylko parę sekund. Otworzył oczy i ich spojrzenia znów się skrzyżowały.
- Nie możesz powiedzieć, gdzie są te cholerne dokumenty? – spytał stanowczym głosem.
W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi wejściowych.
Automatycznie z tym dźwiękiem „przesłuchanie” ucichło.
- Pomocy! – dziewczyna zaczęła krzyczeć i wiercić się na stołku.
- Zamknij mordę, suko! – rozkazał starszy napastnik.
- Pomóż mi! – brunetka była nie ugięta i wołała głośniej niż poprzednio.
Drzwi wejściowe otworzyły się.
- Halo? Jest tu koś? – usłyszała znajomy kobiecy głos. Amy, pomyślała z ulgą.
- Pomóż mi Amy! Tu jestem.
Starszy napastnik podszedł do niej, chwycił ją za włosy i brutalnie pociągnął do tyłu, a ona jęknęła z bólu.
- Będziesz teraz cicho?! – powiedział obrzydliwie jadowitym szeptem. Dziewczyna spojrzała na niego z pode łba i plunęła mu w twarz. – Głupia zdzira! – zawarczał. Maggie poczuła silne uderzenie w policzek. Pociemniało jej w oczach, ciało zrobiło się bezwładne.
Pamiętała tylko, że upada i nie mogła nic z tym zrobić.
Początkowo słyszała jakieś stłumione szmery, ale w następnej chwili głosy umilkły.
Próbowała się obudzić, niestety bezskutecznie.
- Maggie, ocknij się. Maggie, proszę – jakby przez mgłę słyszała głosy przyjaciółki. Nie mogła odpowiedzieć, ani się ruszyć. Wydawało jej się, że ktoś kontroluje jej ciało i nie pozwala na wyswobodzenie się z pod jego władzy.
- Maggie, proszę – przyjaciółka potrząsnęła mocniej dziewczynę za ramię, ale siedemnastolatka nadal nie reagowała. Słyszała nawoływanie Amy i jej zdławiony szloch.
         Obudziła się. Poczuła jakby unosiła się nad ziemią, a jej ciało było wolne, naprawdę wolne. Po krótkiej chwili ujrzała jakieś światło nad sobą i osobę siedzącą obok łóżka. Odwróciła twarz w kierunku siedzącej kobiety.
- Gdzie jestem?
Kobieta pogłaskała ją po policzku i czule się uśmiechnęła.
- Czy ja umarłam? – spytała z lekkim zawahaniem.
- Nie moje dziecko. Jeszcze nadejdzie twoja kolej. A teraz śpij – Maggie zamknęła powieki i zapadła w kojący sen.
Jakby z oddali słyszała głos przyjaciółki, która z szlochem próbowała ją ocucić. Głos się nasilał z każdą sekundą, aż stał się tak wyrazisty, że dziewczyna obudziła się z przerażonymi oczami i z uwięzionym w gardle krzykiem.
Spojrzała na przyjaciółkę, która dziękowała za jej przebudzenie. Gdy ujrzała, że siedemnastolatka na nią patrzy, objęła ją ramionami i przytuliła do siebie.
- Już dobrze. Wszystko jest już w porządku – uspokajała ją, a jej głos dawał jej ukojenie.