niedziela, 12 stycznia 2014

~ Rozdział 6 ~

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Zauważyliście zapewne, że jest dużo wątków i trochę akcji w każdym z opublikowanych przeze mnie opowiadaniu. Wiem też, że można łatwo się pogubić jak nie czyta się uważnie… . Powracając do bloga: rozdział dość długi; ja osobiście jestem z niego po części dumna, ale what ever.
Następny rozdział powinien pojawić się pod koniec miesiąca.
Życzę miłego czytania J .




- Laura odsuń się od drzwi.- powiedział do dziewczyny po drugiej stronie.- Wywarze je.
- Na pewno? - spytała niepewnie Maggie.
Nic nie odpowiedział. Odepchnął ją lekko od siebie do tyłu.
- Tak dla pewności, sprawdź jeszcze raz drzwi. Może się odblokowały.
Nic. Nadal były zamknięte.
          Chłopak cofnął się o dwa kroki do tyłu i z całej siły uderzył w zablokowane drzwi. Nic. Powtórzył to, tym razem osiągnął sukces. Drzwi otworzyły się. Weszli do pokoju. Gdzie Laura? Maggie miała deja vu. Czuła, jakby była w podobnej sytuacji już wcześniej.
- Laura. - Michael zauważył skuloną siostrę pod jedną ze ścian. Podszedł do niej i uklęknął naprzeciw. Troskliwie objął dziewczynę. Maggie podeszła do siedzącego rodzeństwa. Chłopak wyszeptał siostrze, by ta się uspokoiła i wyjaśniła, co się stało.
- Odpowiedz.
          Maggie zauważyła, że wszystkie rzeczy zostały porozrzucana po pokoju.
- To wszystko, co tu teraz leży, było… No… W powietrzu.
- Co? To absurd! - wtrąciła Maggie.
- Mówiłem, że tu dzieją się dziwne rzeczy…- odpowiedź chłopaka zabrzmiała dość pogardliwie, mimo to szczerze patrzył w oczy Maggie.
- Jak to mogło się stać? - zapytała brunetka, unikając tym samym szarych oczu dwudziestodwulatka.
- To jakieś moce, duchy… Czy coś...
- Mówiłem.
- Ten pokój jest nawiedzony. - obydwoje spojrzeli na Laurę zaskoczeni jej wypowiedzią, choć to było pewne, że w końcu doczekają się takiego zdania.
- To… To coś podniosło mnie do góry i rzuciło, w kierunku drzwi. Przeczołgałam się tu, a potem wy przyszliście.
- Już spokojnie.
Siedzieli tak przez godzinę.
          Maggie wyczuła wibracje swojego telefonu w kieszeni.  Odkąd była w Lancaster nikt do niej nie dzwonił. Odebrała.
- Halo.
-  To był błąd. Nie potrzebnie zdecydowałyście się na ten krok. – usłyszała, jakiś nieznany jej głos mężczyzny, który ją trochę wystraszył.
- Słucham?! O co chodzi? Kto mówi?
Nie potrzebnie się tu zjawiłyście.
- Nie rozumiem.
Zakłócacie spokój. Wkrótce przekonacie się o tym.
- Co? Kim jesteś?
          Ten „ktoś” rozłączył się, a Maggie stała jak wryta patrząc przed siebie. Komórka wypadła jej z dłoni, ale nawet się tym nie przejęła tylko nadal gapiła się bezczynnie w ślepy punkt.
          Przerażenie, które przepełniało ciało Laury, zgasło.
Rodzeństwo równocześnie wstało i popatrzyło na Maggie.
Była cała blada, jakby przed chwilą zobaczyła lub usłyszała ducha.
- Maggie? - Michael nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Podszedł bliżej dziewczyny. - Maggie, co jest? - znów nic. Dziewczyna zaczęła drżeć. - Laura, nie wiesz czy już jej się to zdarzyło? - zapytał nie patrząc na siostrę, która teraz stała z tyłu.
- Nie wiem.
          Chłopak złapał za ramiona dziewczyny i lekko potrząsnął nią. Bez skutku. Zrobił to jeszcze raz, teraz trochę mocniej. Dziewczyna nie reagowała, więc przestał. Nagle brunetka popatrzyła na Michaela pustym, niewyrażającym żadnych emocji wzrokiem. Miał wrażenie, że jej wzrok przeszywa go na wylot. Zauważył coś dziwnego. Mianowicie miała pomniejszone źrenice i bledszy kolor tęczówek.
- Maggie? - wtrąciła Laura.
Odwróciła wzrok od chłopaka.
Popatrzyła znów w bliżej nieokreślony punkt. Następnie powoli zaczęła osuwać się na dół. Gdyby nie refleks chłopaka, padła by wprost na drewnianą podłogę, lecz zdążył ją złapać w ostatniej chwili.
          Laura widząc, jeszcze drżące ciało koleżanki, wzięła koc i podała go bratu, a on otulił nim dziewczynę.
***
Maggie obudziła się z bólem głowy. Spoglądała w sufit.
Rozejrzała się po pokoju i myślała nad tym, co się stało i jak znalazła się na łóżku w dużym ciemnobrązowym salonie. Zerwała się na równe nogi, po czym bezwładnie opadła na łóżko, z powodu zawrotów głowy. Podniosła się na miękki materac. Przyjęła pozycję siedzącą, tym samym kładąc głowę na rękach, opartych na kolanach. Trzeba wstać podpowiedziała podświadomość, a Maggie zgodziła się z tą decyzją.
Podniosła głowę, rozejrzała się po cichym pokoju. Nikogo nie było. Ani laury, ani Michaela, ani Kamilli no, ale ona przecież jest w szpitalu! Gdzie ja jestem? Wstała i chwiejnym krokiem wyszła z pokoju.
Znajdowała się w dużym, eleganckim korytarzu, ozdobionym licznymi drzwiami, fotografiami i schodami pośrodku. Nie wiedziała gdzie iść. Jedyne, czego mogła być pewna, to tego, że znajduje się w domu Michaela. Tak przynajmniej jej się zdawało… Oraz tego, że musi iść przed siebie.
Niepewnie stawiała kroki po zimnej podłodze. Spojrzała w dół. Zauważyła, że nie ma na sobie ani butów, ani skarpetek, jak i spodni. Czemu mam na sobie tylko tą koszulę? I nic poza nią? Podniosła wzrok, znów zawróciło jej się w głowie.
Złapała się szafki koło jakiś drzwi, by znów nie upaść. Oprzytomniała, kiedy usłyszała czyjąś rozmowę, nie wiedziała, kto to i zastanawiała się, czemu wcześniej nie słyszała tej, jakże żywej dyskusji. Podeszła bliżej do półkolistej futryny prowadzącej do kuchni.
Usłyszała męski głos należący do Michaela i jeszcze jakiś damski, zupełnie nieznany, obcy. Kłócili się. O co? Sama tego nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Ona tylko słuchała, a nie podsłuchiwała.
Kilka ostatnich zdań, które usłyszała zamurowało dziewczynę. „Nie rozumiesz, że właśnie zabiłeś człowieka?”
 „Tak wiem, ale nie miałem wyjścia. Za dużo wiedziała.”
„Mogło się obejść bez śmierci. To była twoja siostra.”
„ Ty też nie jesteś bez winy! Też siedzisz w tym po uszy!”
„Wiem o tym.”
„To też twoja wina.”
Dziewczynie „podcięło” nogi, upadła na deski, tym samym ukazując się parze. 
Rudowłosa wyszeptała coś na ucho mężczyźnie. Odwróciła się i popatrzyła w wystraszone oczy nastolatki.
Szła w jej stronę, a blondyn za nią. Wypowiedział bezdźwięcznie poruszając ustami, tak by dziewczyna zrozumiała i nie zobaczyła tego rudowłosa kobieta. Maggie odczytała z jego ruchu warg:
ŹLE, ŻE TO USŁYSZAŁAŚ! LEPIEJ STĄD UCIEKAJ.
Siedemnastoletnia brunetka gwałtownie poderwała się i ruszyła, w stronę schodów prowadzących na górę. Wbiegła po stopniach, potykając się o nie. Serce waliło jej, jak oszalałe, jakby miało zaraz przedrzeć się przez żebra i wyskoczyć na zewnątrz. Kolana miała jak z waty. Trzęsły jej się ręce ze strachu. Miała nierównomierny, przyśpieszony oddech, jak zawsze, gdy się czegoś przestraszy. Próbowała otworzyć drzwi pokoju, przed którym aktualnie stała. Nic.
- No dalej. Otwórz się. - nic. Nie zamierzała odpuścić, nie teraz. Jeszcze raz przekręcając gałkę, popychając mocniej drzwi.  - Jest! - wykrzyczała niemal podskakując ze szczęścia.
Ale teraz bardziej przepełniona była strachem, niż radością. W szczególności, że usłyszała skrzypiące schody. Są już blisko! Co robić, co robić? Zamknęła drzwi na klucz. Światło. Gdzie ten włącznik?! 
Znalazła. Od razu złapała się za usta, by nie krzyczeć. Widok krwi i martwego ciała młodej dziewczyny, leżącej na starej pryczy, przeraził ją jeszcze bardziej. Prawie zwymiotowała i o mało, co nie zemdlała. Gdzie są moje glany i spodnie? Znalazła je koło okna. Zdążyła naciągnąć jedynie rurki na biodra, z ledwością je zapinając.
Usłyszała i zobaczyła szarpanie oraz ciągłe obracanie gałki od drzwi. Szybko  poganiała ją podświadomość wiem, nie dam rady szybciej.
Uwierz dasz radę.
Przestań. Kłótnia z samym sobą i tak nic nie dała. Chciała założyć glany. Nie zdążyła, gdyż dwoje ludzi wpadło do środka. Otworzyła okno. Cholera, 10 metrów w dół!
Trudno musisz to zrobić, znów ta jej podświadomość. Skacz idiotko! Nie miała innego wyjścia, skoczyła.
Leciała szybko w dół. Słyszała, jak rudowłosa kobieta zaczyna kląć, a mężczyzna za nią.
Teraz jej jedyną myślą był upadek i ewentualna śmierć. Wpadła na drzewo, które jedynie ją zahamowało i uratowało. Serce znów biło, jak oszalałe. Trzęsła się z zimna i ze strachu. Puściła się gałęzi, spadła w dół na miękką zaspę śniegu.
- Żyję, ja żyję!
Biegła przed siebie, nie zważając na nic. Była już dość daleko miejsca upadku i zaczynało jej brakować oddechu. Złapała ją kolka, ale biegła mimo bólu. Przystanęła przy jednym z drzew. Oparła dłonie o ugięte kolana. Próbowała złapać oddech, z marnym skutkiem. Zobaczyła, jak jakaś ciecz skapuje jej z palców. Krew. Jej krew. Miała całą rozwaloną rękę. Popatrzyła na ranę i syknęła z bólu. Zwróciła wzrok ku górze i krzyknęła.
- Kruki, tylko nie kruki!
Ptaki odwróciły się w stronę dziewczyny i zaczęły atakować, mocno raniąc ciało. Krzyczała jeszcze głośniej.
-Help! Help me!
Ale nikt i nic nie mogło już jej pomóc.
***
           Obudziła się cała spocona i przestraszona. Ciężko oddychała. Otworzyła oczy, była w tym samym ciemnobrązowym pokoju, który jej się przyśnił.
           Poczuła czyjś mocny uścisk na swoich ramionach. Zaczęła krzyczeć i gwałtownie się wyrywać. Uścisk rozluźnił się znacząco, oswobadzając ruchy nastolatce.
- Spokojnie Maggie. To tylko ja, Michael.
Obejrzała się w stronę znajomego głosu. To naprawdę było on. Początkowo wystraszyła się go i chciała, jak najszybciej się odsunąć. Powoli zaczęła opanowywać się i pozwoliła sobie oddać się, w jego ramiona z wielką nieufnością, strachem, ale w każdej chwili była gotowa zadać cios. Zamknęła na chwilkę oczy, ale obraz martwego ciała Laury znów napłynął do jej głowy, co wywołało u niej mdłości i odrazę.
          Ocknęła się. Jak znalazła się w salonie? Czy była nieprzytomna? Jak długo? Co się ogólnie stało? Takie pytania męczyły ją od paru minut.
Michael postanowił przerwać ciszę panującą między nimi, pytając zatroskanym głosem:
- Zły sen?
- Koszmar! - odpowiedziała, nie patrząc w jego stronę.
- Chcesz o tym porozmawiać? Oczywiście nie musisz, ja cię do niczego nie zmuszam. Wybór należy do ciebie.
Zdążyła opowiedzieć mu połowę snu, gdy chłopak przerwał jej:
- Zaraz rudowłosa kobieta mówisz?
- No, tak.
- Oh no! - złapał się za głowę i momentalnie wstał.
- What? - spytała Laura wchodząc do pokoju z kubkiem cappuccino.
- Yyy. Nie wiem czy powinienem wam mówić…
Pokiwały zachęcająco głowami.
- Ta „ruda” to moja narzeczona. Alissa.
- Co? Narzeczona? - dziewczyny równocześnie spytały z niedowierzaniem.
- Tak…
Dziewczęta patrzyły na niego ze zdziwieniem.
          Nastąpiła niezręczna cisza. Michael nie wytrzymał, wyszedł z pokoju.
Maggie miała niewyjaśniony zawrót głowy.
          Ustawiła dłonie po obydwu stronach głowy, umieszczając je na skroniach i zaczęła lekko krążyć palcami po nich, by uśmierzyć ból. Laura siedziała naprzeciw niej na skórzanej, czarnej sofie. Położyła swoją dłoń, na ramieniu niebieskookiej. Maggie otworzyła powieki, ujawniając kolor karaibskich wód w oczach. Laura nieznacznie, jakby od niechęci uśmiechnęła się. Brunetka odsunęła palce od skroni, kładąc je teraz splecione na ułożonym wyżej kolanie. Ciszę przerwał jej zmieszany głos:
- Wiedziałaś?
- Nie.
- Co… co się ze mną stało?
- Zemdlałaś.
- Długo byłam nieprzytomna?
Laura spojrzała w górę i z powrotem na rozmówczynię, odpowiadając:
- Z jakąś godzinę, może półtorej.
Nie otrzymała odpowiedzi od Maggie. Milczały przez chwilę, po czym siedemnastolatka kontynuowała dalsze wypytywanie:
- Jak się tu znalazłam?
- Cóż, Michael cię ty przyniósł.
- Miło z jego strony, ale w sumie, po co? Nie mógł mnie zostawić na górze?
- Stwierdził, że tu będzie ci cieplej i wygodniej.
- On jest aż tak troskliwy?
- Nie zbyt. Powiem tak: mój brat cię lubi, nawet bardzo. - znów to zrobiła, nieznaczący nic uśmiech. Dziewczyna odwzajemniła gest, nadal wpatrując się raz w jej oczy, raz na ścianę po lewej lub na swoje kolana. Była lekko zaskoczona tym, co usłyszała. - Maggie posłuchaj, gadałam z nim. Wiem o nim teraz trochę więcej niż wcześniej. Wiem też, że darzy cię pewnym rodzajem… sympatii. Zakładam, że ty też?
Przytaknęła. To prawda, Michael podobał jej się od początku.
Oczy dziewczyn spotkały się w jednym punkcie. Już nie unikały swojego spojrzenia.
- Porozmawiaj z nim. - blondynka położyła dłonie na ramionach towarzyszki.- Powiedział mi, co się stało rano w kuchni.
Maggie nie kontrolowanie uchyliła usta i rozszerzyły jej się znacząco oczy. Uśmiechnęła się sama do siebie, przypominając sobie sytuację, która zaszła między nim, a nią dziś w kuchni. 
Dziewczyna wstała. Wyszła z pokoju.
           Koszmar dawał się we znaki, stawał się urzeczywistnieniem. Szła korytarzem ze snu.
 Maggie stanęła, skręciło ją w żołądku, tym samym zginając się lekko. Szła przed siebie rozglądając się uważnie i przyglądając się każdej napotkanej rzeczy. Dotarła do półkolistej framugi prowadzącej do kuchni. On już tam był. Czemu sceny z moich snów, czy koszmarów muszę być odzwierciedleniem otaczającego mnie świata?
Michael… - zaczęła niepewnie - czy możemy porozmawiać?
- Proszę wejdź.
Siedemnastolatka weszła do pomieszczenia, usiadła na krześle.
Popatrzyła na chłopaka, który teraz stał przy oknie tyłem do niej, ze spuszczoną głową. Wpatrywał się w kubek gorącej cieczy przed nim.
- Jak się czujesz? - zerknął w stronę siedzącej dziewczyny.
- Już lepiej, dziękuje.
- Na niej skończył się ten sen?
- Nie. Było tego trochę więcej.
Chłopak odwrócił się do niej przodem, a ona kontynuowała opowiadanie wcześniej przerwanego snu.
- Nie mógłbym nikogo zabić, a w szczególności siostrę. Nie mam takich skłonności.
- To nie moja wina, że śnią mi się takie koszmary.
- Rozumiem. Czemu tak obawiasz się kruków?
- Widziałam je wszędzie, gdy zaginęła moja siostra. Jeszcze scenka z tego snu, niczym z jakiegoś horroru, gdy mnie atakują. Przerażają mnie.
- Często miewasz koszmary?
- Coraz częściej. I mało, kiedy one nie są odzwierciedleniem rzeczywistości.
- Masz realistyczne sny?
- Tak.
Milczeli przez najbliższe półgodziny, nie patrząc na siebie. Maggie postanowiła przerwać następującą ciszę stwierdzeniem:
- Rozmawiałam z Laurą.
- Czyli już wiesz… - znów odwrócił się do okna.
- Nie powiedziała zbyt wiele.
Westchnął.
- Co wiesz?
- Niewiele. Wiem, że mnie lubisz, może troszkę bardziej niż koleżankę… - spojrzała na blond loki mężczyzny. – Tylko tyle.
- Zgadza się. – Maggie drgnęła, zwiesiła głowę i nic nie odpowiedziała. – Posłuchaj…- zaczął speszony. – Jesteś naprawdę miłą, młodą i atrakcyjną kobietą. Potrafisz radzić sobie i logicznie myśleć w ciężkich sytuacjach. Nie pojmuję, czemu jesteś tak nieufna i nieśmiała. – w żaden sposób nie zareagowała na te słowa. Ciągnął dalej temat – Owszem, darzę cię pewną sympatią, której zbytnio nie potrafię wyjaśnić. Masz w sobie coś tajemniczego i pociągającego.
- Dziękuje za miłe słowa. – nieśmiało uśmiechnęła się. Wstała z  miejsca i bezgłośnie podeszła do okna. Chłopak zauważył jej obecność, poczuł jej wzrok na ciele, przeszył go przyjemny dreszcz. Odwrócił się. Patrzył na nią, a konkretnie w jej tęczówki.
- Masz bardzo piękne oczy, które przypominają kolorem karaibskie wody. – uśmiechnęła się, odsłaniając tym samym idealnie białe, proste zęby. Nikt nigdy jej nie komplementował oraz nigdy nie słyszała, żeby ktoś określił w taki sposób kolor jej oczu. – I twe, śliczne, kruczoczarne, falowane włosy. Cała jesteś bardzo piękna. Bardzo mi się podobasz.
- Naprawdę?
Złapał ją za dłonie.
- Naprawdę.
- Ty mi również.
Chciał ją pocałować, ale odwróciła głowę, tym samym unikając tego.
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, nie o to chodzi.
- A o co?
- Masz przecież narzeczoną…. – odwróciła wzrok od niego.
- To fakt.
Puścił jej dłonie, odsunął się.
          Laura będąca w elegancko umeblowanym salonie nie chciała słuchać ich rozmowy, siedziała  z słuchawkami założonymi na uszach. Uwielbiała zagłuszać myśli i otaczający ją świat głośną muzyką.
Laura, może trzeba by było jechać do szpitala, do twojej przyjaciółki?  Poprzez muzykę usłyszała głos podświadomości. Blondynka, rzadko kiedy ją słucha, ale teraz miała rację… .
*półtorej godziny później*
          W drodze do szpitala panowała cisza między dwoma dziewczynami, a chłopakiem.
W niektórych momentach można było zauważyć niepewność i lekki brak spokoju u Maggie. Silnie próbowała stłumić te uczucia, lecz były od niej silniejsze. Wyjrzała przez szybę. Świetnie. Nie dość, że jest śnieg, to dodatkowo znów ta upierdliwa mgła… .Westchnęła, zwracając tym samym uwagę kierowcy.
Wysiedli z auta.
- Widzimy się za godzinę. – rzucił, jakby od niechcenia, Michael.
- Ok.
Znów wchodziły kamiennymi schodami na górę.
          Po chwili byli już w sali. Kamilla nadal nieprzytomnie leżała na szpitalnym łóżku . Była podłączona do aparatury i kroplówki. Weszła pielęgniarka, opiekująca się dziewczyną.
- Dzień dobry. Wy od niej z rodziny? – spojrzała na szatynkę i powróciła wzrokiem do nastolatek.
- Maggie Swan – jej siostra.
- Laura Smith – przyjaciółka.
- Możecie zostać.
- Dziękujemy. – powiedziała Laura z lekkim uśmiechem na wargach. - I co, wiecie już coś?
- Jak na razie nic szczególnego. Jedno jest pewne: zapadła z jakiś przyczyn w śpiączkę.
- Śpiączkę? – zapytała Maggie z niedowierzaniem w te słowa. Wiedziała, że z siostrą jest źle, no ale żeby aż tak… ?
- Niestety tak. Nie idzie ją obudzić. 
          Maggie podeszła do dużego okna. Pośród mgły zauważyła sylwetki czarnych ptaków siedzących na gałęziach pobliskiego drzewa. Znowu. Tylko nie one!
- Próbowaliście wszystkiego? – Laura wyrwała siedemnastolatkę z dalszych przemyśleń.
- Owszem. Nie mamy pojęcia, kiedy z tego wyjdzie. Nie wiemy właściwie, z jakiego powodu zapadła w ten „głęboki sen”.
- Nic nie da się zrobić?
- Niestety.
- Dziękujemy za informacje. – stwierdziła zasmucona Maggie odwracając się przodem do wszystkich. Zaczęła iść w stronę Kamilli.
          Kobieta zmieniła kroplówkę i wyszła z pomieszczenia.
Maggie usiadła na brzegu krzesła, obok łóżka siostry. Oparła łokcie na kolanach, podpierając głowę i pozwalając myślą napłynąć.
          Życie jest niesprawiedliwe. Super, po prostu bosko! Najpierw zaginięcie Kamilli, została ranna przez jakiegoś pieprzonego demona, którego tylko ja widziałam, potem trafiła tu do szpitala, a teraz, teraz jest w śpiączce. To moja wina, że pozwoliłam jej wtedy iść do tej szkoły.
To nie twoja wina, uwierz mi… podpowiedziała podświadomość, której miała już trochę dość… Ty się nie wtrącaj! Może to i nie moja wina, przecież nie jest już dzieckiem, nie mogę jej w wieczność pilnować… No i jeszcze dodatkowo rozmowa z Michaelem… Oraz te częste, całkiem realistyczne koszmary, których coraz bardziej się obawiam. To wszystko mnie przerasta.
Za dużo wrażeń, jak na jeden dzień! Zdecydowanie za dużo!
Skończ z tym chorym myśleniem znów wtrąciła się podświadomość.
Maggie rozbolała głowa od natłoku myśli.

niedziela, 22 grudnia 2013

~ Rozdział 5 ~

Nie wstawiałam dość długo rozdziału z powodu nadmiaru obowiązków, za co najmocniej przepraszam. Szkoła, próbne egzaminy, lekcje…  za dużo tego.
Jeśli chodzi o rozdział to troszkę dużo wątków.

Mam nadzieję, że wam się spodoba :). 





          Sanitariusze wzięli z rąk Maggie jej siostrę. Położyli na nosze i zanieśli do karetki. Nie wzięli jednak dwóch towarzyszących jej dziewczyn. Spytali tylko, co się stało. Nie potrafiły odpowiedzieć.
Po chwili wsiedli do pojazdu karetki i odjechali na sygnale.
- I co teraz Maggie?
Dziewczyna patrząc w jej oczy odpowiedziała:
- Musimy dostać się jakoś do tutejszego szpitala.
- Ale jak i którędy?
- Nie mam pojęcia. Zapytajmy kogoś o drogę.
          W przeciągu 10 minut nikogo nie zauważyły. Postanowiły iść ulicą wzdłuż lasu. Po niedługim czasie dotarły do śródmieścia. Pierwszą zapytaną osobą był mężczyzna w średnim wieku wychodzący z małego sklepu. Dowiedziały się, że jest tu tylko jeden szpital i że można tam dojechać autobusem lub taksówką. Mężczyzna gdzieś zniknął, jakby rozmył się w powietrzu. Jednoznacznie stwierdziły, że ów człowiek nie był zbyt przyjazny i rozmowny.
          Były skazane na swoją intuicję, która poprowadziła je na najbliższy postój taksówek. Z racji tego, że była późna sobotnia pora, nikogo już nie było, Maggie nagle zauważyła auto skręcające w ich kierunku. Podbiegła do, już zgaszonego samochodu. Z jego wnętrz wysiadła niska, dość pulchna kobieta, o mieszanej karnacji, kończąca ostatni kurs. Mulatka rozpoznała dziewczynę, mimo tego, że widziała ją z dwa razy w życiu. Gdzie? Cóż sama nawet tego nie wiedziała. Po prostu wydawała jej się znajoma. Takie samo odczucie miała siedemnastolatka.
- Witam.- przywitała ją przyjaznym głosem.
- Dobry wieczór.
- Panienka ma jakąś sprawę do mnie?
- Raczej powiedziałabym, że pytanie, niż sprawę.
- A więc słucham.- mówiąc to zamykała swoje służbowe auto, nie odrywając wzroku od nastolatki.
- Ja i koleżanka – wskazała na Laurę i ruchem dłoni zachęciła ją by podeszła bliżej. – chciałybyśmy dostać się do szpitala. Czy mogłaby nam pani pokazać drogę?
- Naturalnie. Musicie iść prosto, później w prawo, następnie na skrzyżowaniu w lewo, prosto i ścieżką w lewo, na wprost do szpitala.
- Dobrze. Dziękujemy. Do widzenia.
- Do widzenia.
Dziewczęta miały już ruszać we wskazanym kierunku, kiedy kobieta, z którą rozmawiała Maggie, zatrzymała je.
- Poczekajcie.- nastolatki odwróciły się do niej.- Jest już dość późno, a do szpitala idzie się ponad pół godziny. A poza tym jest zimno – tu miała rację, bo jak na początek listopada było niewyobrażalnie zimno, temperatura wahała się tu od 0 do 4 stopni Celsjusza – i ciemno. Droga so szpitala nie należy do najbezpieczniejszych, szczególnie dla takich młodych dziewczyn jak wy. Chyba nie chcecie, żeby ktoś was napadł? – przecząco pokręciły głowami. – A więc… posłuchajcie. Mogłabym was podrzucić na miejsce. No chyba, że wolicie marznąc idąc przez te ciemne ulice.
- Dziękujemy, ale wolimy iść pieszo.
- Zastanówcie się.
- Co robimy? – wtrąciła Laura, pytając Maggie.
- Nie wiem. Nie mamy tak dużo pieniędzy na taksówkę.
- Wiem właśnie.
- Dziewczyny. Podrzucę was z własnej, nieprzymuszonej woli. Wiem jak to jest mieć kogoś w szpitalu i nie mogąc się tam dostać. Wsiadajcie. Nie musicie mi płacić.
- Ale… przecież tak nie można! – zaprotestowała Maggie.
- W nagłym wypadku można nagiąć zasady. A to jest właśnie taki przypadek.
          Wsiadły do auta. Po chwili jechały przez ulicę Lancaster w rytmie dawnych rockowych piosenek, zespołu The Beatles. Dziewczyny nawet by nie zauważyły, że dotarły na miejsce, gdyby nie słowa kierującej pojazdem: „To już tutaj”.
          Podziękowały i szybko wbiegły do szpitalnego budynku. Spytały w recepcji o Kamille, podając jej wiek i wygląd. Usłyszały tylko, że przywieźli ją godzinę temu.
- Super. Może nam pani powiedzieć , na jakim oddziale leży?
- Nie.
- No prosimy.
- Jestem objęta tajemnicą lekarską, informacje o pacjentach mogą dostać tylko i wyłącznie członkowie rodziny.
- My jesteśmy jej rodziną.
- Wy?
- Tak. Ja jestem jej siostrę, a ona kuzynką- Maggie była zmuszona do kłamstwa, w innym wypadku recepcjonistka by je nie wpuściła.- Możemy ją zobaczyć?
- Skoro jesteście jej najbliższą rodziną to możecie. Drugie piętro, ostatnia sala po lewej.
- Dziękujemy.
          Ruszyły kamiennymi schodami na górę. Znalazły się na 2 piętrze. Lecz niestety zostały zatrzymane przez wysokiego, trochę masywnego człowieka, jak się domyśliły był to ochroniarz, zaczynający swoją wieczorną zmianę.
- Dokąd się panny wybierają? Czas odwiedzin już się skończył.
- Idziemy do naszej siostry.
- Przykro mi, ale już tam nie wejdziecie. Zapraszam jutro.
- Ale proszę pana- wtrąciła Laura- my musimy zobaczyć ją dzisiaj.
- Niestety nie mogę wam na to pozwolić.
- Ona jest umierając, chciałybyśmy iść do niej, może być to ostatni raz, kiedy widzimy ją żywą. Proszę to zrozumieć. –bardzo zaskoczyła Maggie wypowiedź Laury, ale nie chciała tego ujawniać. Stłumiła to w sobie.
- Wiecie, że nie powinienem was wpuszczać?
- Domyśliłyśmy się.
- Dobra, idźcie. Macie 10 minut.
- Okay, dziękujemy.
          Zawołał dyżurującego lekarza , by zaprowadził nastolatki tam gdzie chcą. Nieszczególnie podobało mu się usługiwanie dwóm, jak to określił, rozwydrzonym dzieciakom. Mimo protestu, z niechęcią zaprowadził dziewczyny na salę, gdzie leżała ranna Kamilla.
- Macie 10 minut.
- Wiemy, ochroniarz nas o tym poinformował.
Wyszedł zostawiając je w pokoju.
          Maggie podeszła do łóżka siostry i złapała ją za chłodną dłoń. Laura tak samo podeszła z tej samej strony, co brunetka. Usiadła na stołku obok. Siedziały w milczeniu, w oczach pojawiły się łzy, które powoli zaczęły spływać po policzkach, spadając na szpitalną pościel. I mimo tego, że w głowie było mnóstwo skłębionych myśli, żadna nie potrafiła wykrztusić ani jednego słowa z gardła. Kamilla, dlaczego właśnie ty?
- Mam nadzieję, że wyjdzie z tego żywa.- Maggie zaczęła myśleć na głos.- Kamilla, czemu to musisz być właśnie ty?
To było bardziej pytanie retoryczne, nieskierowane do nikogo. Dopiero teraz Maggie zauważyła jak ciężko jest ranna jej siostra. Pochyliła głowę.
- Kamilla proszę obudź się.- nieubłagalnie prosiła Laura. Bezskutecznie. Dziewczyna nadal leżała sztywno, bez ruchu, na szpitalnym łóżku.
Szesnastolatka odruchowo sprawdziła tętno przyjaciółki. Było ledwo wyczuwalne.
- Dziewczyny, proszę już wyjść. – powiedział ten sam lekarz, co je tu przyprowadził.
- Doktorze przed chwilą sprawdziłam jej tętno, jest ledwo co wyczuwalne.
- Nie powinnaś była tego robić.
Weszła pielęgniarka i stwierdziła:
- Sprawdzimy to za chwilkę. Proszę opuście już tą salę.
Dziewczyny w pośpiechu wyszły.
- Doktorze, funkcje życiowe zanikają!
- Reanimujemy. Przynieś aparaturę. Podłączymy też kroplówkę jak się nie wybudzi.
Pielęgniarka wyszła, a lekarz zaczął reanimować młodą dziewczynę. Nastolatki przyglądały mu się przez okienko w drewnianych drzwiach.
- Dziewczęta.- usłyszały głos kobiety, która przed chwilą wyszła.- Pomożecie mi?
- Tak.- powiedziały równo. Wniosły kroplówkę i sprzęt na sale. A potem zostały wyproszone. Nie miały zamiaru zostawać tam dłużej.
- Co teraz?- powiedziała Maggie ponurym i smutnym głosem, idąc przez korytarz.
- Nie wiem. Nie możemy zostawić jej tu samej, ani nie możemy też tu zostać.
- Wiem.
          Wyszły z budynku. Stały na zewnątrz z 15 minut, marznąc tym samym. Nastolatki wprawdzie nie były ubrane na taką pogodę, miały cienkie spodnie i bluzy dresowe. Obmyślały teraz co mają zrobić, gdzie iść, gdzie spać.
- Słuchaj!- wykrzyczała Laura do Maggie.- Mój brat tu mieszka. Może pójdziemy do niego?
- Ty masz brata?- spojrzała zdziwiona na pewną siebie blondynkę.
- Tak. Jest 6 lat starszy ode mnie. Nie utrzymuje z rodziną szczególnego kontaktu. Wiem tyle, że mieszka tu gdzieś niedaleko.
- Mogłabyś do niego zadzwonić?
- Tak, zadzwonię. Jestem pewna, że nas przyjmie i nie będziemy mu przeszkadzać.
Wybrała numer. Rozmawiała z nim z 5-10 minut, po czym zwróciła się do Maggie, kończąc rozmowę z bratem:
- Spokojnie, Michael po nas przyjedzie. Będzie za niedługo.
- Ok.
          Stały na dworze jeszcze przez chwilę. Podjechał biały Land Rover. Blondynka pomachała do kierowcy. Podniósł dłoń na przywitania, po czym zachęcił by weszły do auta. Zbliżyły się do pojazdu. Po chwili siedziały już w środku.
- Co wy tu robicie?- odwrócił głowę w stronę pasażerek, jego blond loczki spadły mu na twarz. Wydawał się Maggie dość śmieszny, a zarazem przystojny. Chłopak odwrócił wzrok wpatrując się teraz w drogę przed sobą.
- My…- zaczęła niepewnie i nieśmiało Maggie.
- Jesteśmy tu ze względu na jej siostrę i równocześnie moją przyjaciółkę Kamillę.- dokończyła za Maggie.
- Ona jest w szpitalu?
- Tak.
- I jeszcze jedno: czemu stałyście tam w samych bluzach dresowych? Jest zimno.
- Nie przewidziałyśmy takiej pogody. … A co do Kamilli, to została zaatakowana.
- Zaatakowana?- w jego głosie była nuta zdziwienia i troski.- Przez co lub przez kogo?
- Przez…- Laura zatkała ręką usta Maggie i wyszeptała jej do ucha: „Nie kończ. Niech się nie martwi. Pewnie i tak ma dużo problemów na głowie”. Dziewczyna pokiwała głową, a blondynka oddaliła się od niej, biorąc rękę z jej ust.
- Przez… jakieś ogromne zwierzę.- wytłumaczyła Laura.
- Wyjdzie z tego?
- Tak, raczej tak.
- Raczej?
- To jest nie pewne, ale sądzę, że tak.
          Cała trójka zamilczała. Skręcili jeszcze w prawo i na końcu ulicy stanęli.
- Tu mieszkam.
          Maggie uchwyciła przelotne spojrzenie od chłopaka, skierowane do niej.
Laura chwyciła za klamkę od drzwi, otworzyła je i wysiadły. Chłopak zrobił to samo chwilę po nich. Szedł przed nimi, w stronę domu, nic nie mówiąc, zerkając od czasu do czasu na dziewczyny. Otworzył i przytrzymał kulturalni drzwi, by jego goście mogli wejść do środka. Wszedł za nimi. Drzwi bezgłośnie zamknęły się.
- Naprawo jest salon. Idźcie do niego. Zaraz do was dołączę.
          Przytaknęły i poszły do pokoju. Był przestronny (jak i cały dom), ściany były w kolorze kawy z mlekiem, meble, które stały na końcu pokoju miały jasnoszary odcień, świetnie komponowały się z ciemnymi sofami, fotelami i szklaną ławą pośrodku. Źródłem światła stało się ogromne okno, umieszczone na środkowej części ściany, naprzeciwko wejścia, a oprócz niego był jeszcze szklany żylandor z białymi jarzeniówkami. Całość stwarzała niesamowity, kontrastujący wystrój.
          Dziewczyny stały cięgle w jednym miejscu podziwiając wnętrze pokoju.
- Trzymajcie. – podał im dwa panujące kubki. – Nie wiem, czy lubicie gorącą czekoladę. Zakładam, że tak. Pomyślałem, że chociaż tyle dla was zrobię. I w pewnym stopniu rozgrzejecie się.
- Dziękujemy.- powiedziały biorąc kubki w dłonie.
- Laura. Pytałaś mnie przez telefon, czy mogę was przenocować. A więc tak, możecie spać albo tu albo w pokoiku na górze, ewentualnie w mojej sypialni, a ja wtedy tutaj.
- Może na górze będzie dobrze. – odpowiadając Laura uśmiechnęła się do brata.
- Ostrzegam tylko, że ten pokój nie był odwiedzany od 10 lat.
- Jak to?- zapytała zaciekawiona Maggie.
- Jest zamknięty na klucz. Ten dom kupiłem od córki zmarłego właściciela. Ten mężczyzna umarł prawdopodobnie w tym pokoju, od tamtej pory ponoć dzieją się tam różne rzeczy. Byłem tam tylko 3 razy w przeciągu 2 lat, czyli jak kupiłem dom. Jak macie odwagę tam spać to was tam zaprowadzę.
- Czemu miałybyśmy się bać?
- Dzieją się tam różne, niewyjaśnione rzeczy.
          Byli już w połowie drewnianych, skrzypiących schodów, gdy nagle Maggie zatrzymała się, a Laura zaraz za nią. Chłopak widząc zachowanie swoich gości zapytał, czy wszystko w porządku. Maggie pokiwała głową, po czym ruszyli dalej w górę.
- Mówisz, że dzieją się tam różne, dziwne rzeczy?
- Tak, właśnie tak.
- Masz na myśli duchy?- Maggie patrzyła na blond loczki chłopaka.
- Nie wiem, czy jest to spowodowane duchami, czy nieziemskimi, nadprzyrodzonymi mocami, na które po prostu nie znajduję wyjaśnienia.- ani razu na nią nie spojrzał kiedy mówił, szedł przed siebie.
- Rozumiem.
          Znaleźli się przed ciemnymi, starymi drzwiami w niedużym korytarzyku, oświetlonym jedynie przez dwie żarówki; jedna znajdowała się nad ich głowami, druga, słabiej świecąca na końcu korytarza, oświetlała ona ledwo widoczne kontury innych drzwi.
Michael włożył klucz do dziurki i przekręcił, otwierając tym samy drzwi. Zawiasy zaskrzypiały, jednocześnie poczuli niezbyt przyjemny zapach staroci. Oświecił światło.
- Wejdźcie do środka.
          Dziewczyny bez zawahania szły w stronę środka pokoju. Pomieszczenie  nie było duże. Ciemnogranatowe ściany ozdabiały stare, podniszczone fotografie poprzedniej rodziny, z których nie dało się już odczytać większości twarzy. Starte meble, stare łóżko i dywan na drewnianej podłodze pokrywał kurz. Tak jak te rzeczy, tak i książki stojące na regałach w meblościance obrastały grube warstwy kurzu. Światło z żarówki nagle zgasło. Cała trója usłyszała trzask tłuczonego szkła, a Maggie poczuła lekkie trącenie w prawy bark. Nie wiedziała, co to było.
- No świetnie!
- Chcecie ,to tu czekajcie, ja idę po nowa żarówkę.
          Nic nie odpowiedziały. Postanowiły wyjść. Czekały chwilę na Michaela, który zamiast z jarzeniówką zjawił się z trzema świecami w reku i z zapałkami.
- Niestety nie mam już dobrych żarówek. Są jedynie te czerwone świece, które w schowku znalazłem na dole.
Dziewczęta wzięły po jednej. Odpaliły je. Laura otworzyła skrzypiące drzwi i weszła do środka, a  za nią reszta. Gdy już wszyscy weszli do pokoju, drzwi zatrzasnęły się, a parę grubych książek  z hukiem spadło na ziemię.
- Co to?
- Spokojnie dziewczyny. To tylko książki. Pewnie nie były dobrze ułożone i dlatego spadły.
Mówiąc dwa ostatnie słowa, wszyscy poczuli zimny powiew wiatru. Maggie odruchowo spojrzała w stronę okna, które znajdowało się naprzeciwko drzwi. Było otwarte.
- Otworzył ktoś teraz okno?- odwróciła się w miejsce, w którym widziała rodzeństwo Smith’ów. Stali tam gdzie poprzednio. Spojrzeli po sobie i zgodnie powiedzieli:
- Nie. Cały czas byliśmy za tobą.- zerknęli na okno. Naprawdę było otwarte.
          Powiew wiatru  zdmuchnął ogień z świec. Maggie szła przez pokuj, by zamknąć okno. Nie przeszkadzało jej to, że idzie po potłuczonym szkle z rozbitej żarówki, gdyż zapomniała ściągnąć glanów. Zamknęła okno, a w tym samym momencie Michael ponownie odpalił świecę.
          Laura podeszła do regału, podniosła pierwszą, gruba księgę z ziemi. Nie mogła odczytać żadnego zdania. Księga była dość stara i napisana starą angielszczyzną. Nie znała dobrze dawnego języka, więc i tak by nic z niej nie przeczytała. Odłożyła książką na regał, po czym cofnęła się. Spojrzała w stronę okna. Nawet nie zauważyła, kiedy jej brat przysunął się trochę bliżej Maggie. Laura odchrząknęła. Blondyn gwałtownie odwrócił się spoglądając na siostrę. Odłożył świecę do świecznika na półce.
- Zaraz przyniosę wam kołdrę i poduszkę.- wyszedł z pokoju. Przyniósł pościel. Zszedł na dół i już nie wracał do nich.
          Usiadły na łóżku, nic nie mówiąc, patrzyły wprost przed siebie. Dość długo były w tej pozycji i przez cały czas milczały. Ogień ze świecy dawno zgasł. Mimo ciemności siedziały w bezruchu.
Maggie ściągnęła tylko glany i bluzę poplamioną krwią siostry. Laura zdjęła trampki. Obydwie położyły się koło siebie. Trzęsły się z zimna, trochę mniej niż jak były na dworze, no ale jednak. Mimo tego, jakimś cudem zdołały usnąć.
          Maggie obudziła się przed 5 rano. Zauważyła otwarte okno na rozcież, tak jak wczoraj późnym wieczorem. Miała strasznie zmarznięte ciało.
          Widząc śpiącą jeszcze Laurę, postanowiła zejść na dół i tam poczekać na przyjaciółkę siostry.
          Zeszła po schodach, była teraz na dolnym holu. Słyszała kroki w pomieszczeniu niedaleko niej. Podeszła bliżej.
          Michael był w kuchni. Zaskoczył go widok brunetki. Uśmiechnął się do niej.
- Witaj. Co tak wcześnie wstałaś?
- Cześć.- uśmiechnęła się - Po prostu obudziłam się i już nie potrafiłam usnąć.
- Aaa. Czasami tez tak mam.
Jego uśmiech nabrał tajemniczości.
Maggie weszła do kuchni. Stanęła obok stołu, patrząc się na twarz chłopaka.
- Chcesz się napić czegoś ciepłego?
- Z chęcią.
- Kawa, herbata, cappuccino, gorąca czekolada, kakao?
- Trudny wybór. Hmmm… poproszę herbatę.
- Ok.
Wstawił wodę.
Po paru minutach zaparzył herbatę dla dziewczyny, a sobie kawę.
- Proszę.
- Dziękuje.
- Laura śpi?
- Tak.
Pili wolno gorące napoje.
- Zdarzyło się dzisiaj w nocy coś dziwnego w tym pokoju?
- Poza tym, że było znów otwarte okno, to nic.
- Nie zimno ci w samym podkoszulku?
- Trochę. Bardziej było mi zimno w pokoju. Teraz jest trochę lepiej.
- Zachorujesz.
- Trudno.
          Chłopakowi spadła dłoń ze stołu wprost na kolano siedemnastolatki. Dziewczyna poczuła się nieswojo. Była zmieszana. 22-latek widząc to szybko podniósł rękę, spuścił wzrok, po czym przeprosił ją z to i wstał od stołu. Poczuł się niezręcznie i ze spuszczoną głową podszedł do okna.
17-latka nie wiedziała zbytnio, co ma teraz robić.
          Niepewnie podeszła do zmartwionego chłopaka, położyła rękę na jego lewym ramieniu. Spojrzał na nią przelotnie. Milczeli. Patrzyli na widok za oknem. Drzewa przed domem, inne budynki mieszkalne, a dalej na niewysokie góry w Lancaster. Wszystko to pokrywała nieduża warstwa puszystego śniegu.
          Chłopak objął rękę łopatki dziewczyny, kładąc dłoń na jej lewym ramieniu. Popatrzyła na niego, a on na nią.
- Jesteś cała zmarznięta.
          Przymrużyła oczy i przytrzymała je zamknięte przez chwilę, co miało oznaczać, że wie o tym, przecież wyszła w podkoszulku z wymrożonego pomieszczenia, jakim jest pokój na górze.
          Chłopak odwrócił się do brunetki przodem. Popatrzył w jej oczy. Podobał mu się ten przenikliwo- tajemniczy morski kolor tęczówek dziewczyny. Uśmiechnął się do niej, odwzajemniła ten gest. Michael sam nie wiedział, czemu ciągnęło go do niedawno poznanej młodej kobiety. Tak bardzo chciałbym cię przytulić. Być przy tobie. Pomyślał. Nie myśl tak, masz przecież kochającą narzeczoną. Nie możesz oglądać się z a inną. Młodszą. Może jest piękna, pociągająca i tajemnicza, ale w końcu nic o niej nie wiesz. Michael ty głupcze. Skarcił się w myślach. Nadal patrzyli się w swoje oczy. Chłopak nie wytrzymał, puściły mu emocje. Stracił panowanie nad swoim umysłem i ciałem. Po chwili dziewczyna znalazła się w czułym objęciu przystojnego blondyna. Była lekko zaskoczona, oczywiście pozytywnie zachowaniem chłopaka. Zamknęła oczy. Uśmiechnęła się sama do siebie. Odwzajemniła przyjemne objęcie, tym samym wtulając się w jego ramiona. Czuła się bezpiecznie, mimo tego, że go nie znała. Praktycznie nikt nigdy nie sprawił, że czuła ciepło, uczucie odprężenia, szczególnie z rąk drugiego człowieka i to w dodatku od chłopaka. Czuła się nieco dziwnie, ale wyjątkowo.
          Nie chciała by ten moment przeminął, lecz właśnie teraz obydwoje usłyszeli krzyk laury, dobiegający z pokoiku na górze. Momentalnie oddalili się od siebie. Zaczęli biec w stroną głosu dziewczyny.
- Laura!- krzyczała Maggie. Znaleźli się w mgnieniu oka na górze. Brunetka spojrzała na chłopaka. W jego oczach malowała się troska , a jednocześnie strach.
           Dziewczyna popchnęła klamkę. Drzwi były zamknięte.
- Zamykałaś?
- Nie. Klucz jest w środku.
- Laura! Laura otwórz drzwi! Słyszysz?! Otwórz je! Proszę.
          Nie słyszeli nic prócz krzyku, który przerodził się teraz w wystraszony, proszący głos. Powtarzała w kółko, żeby ją stamtąd wypuścić, jak najszybciej ją zabrać z tego „ przeklętego” miejsca.