niedziela, 2 marca 2014

~ Rozdział 8 ~

I pojawił się rozdział 8. Myślę, że jest on w porządku, chodź nie jestem z niego w pełni zadowolona. No ale cóż nie można mieć wszystkiego naraz.
Dziękuje Ci Vivre za wskazanie mi tego, jakże banalnego błędu, który popełniłam na samym początku bloga. W najbliższym czasie postaram się go wyegzekwować.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Hmmm … nie wiem. Może to, że pojawi się tu troszkę wyjaśnień i jeszcze jedna tajemnica, jaką jest notes. Nic więcej nie napomnę, bo nie będę zdradzać dalszej treści :D.
Mogę dodać jeszcze jedno, mianowicie, że możecie spodziewać się następnego rozdziału około 17,18 lub 19 marca.
Serdecznie zachęcam do komentowania. Dla was to parę słów, dla mnie motywacje do dalszych działań i wtedy mam pewność, że ktokolwiek to czyta :D.
Pozdrawiam i życzę miłego czytania.          




______________________________________
            Maggie dopiero po trzech spędzonych tu nocach odczuła ból w plecach od spania na twardym materacu szerokiej pryczy. Niby dało się do tego przyzwyczaić, tak jak i do tego domu, ale mimo to dziewczyna czuła się tu nieswojo i dziwnie. Miała wrażenie, że ktoś na nią patrzy, na każdy jej ruch, a nawet zagląda w głąb jej duszy. Takiego typu myśli, wrażenia, przenikały przez jej głowę od czasu, gdy przebywała w Lancaster, przerażało ją to, lecz nie potrafiła odpędzić tego od siebie.
Ta posiadłość, jak zdążyła się przekonać, skrywała bardzo wiele tajemnic.
Spuściła nogi z łóżka, półprzytomna i obolała podeszła na boso do okna.
Widok za szyby uświadomił jej, że za domem jest mały ogródek, wielkie, rozłożyste drzewo, a w oddali jakiś ciemny park.
Słyszane po zmroku dźwięki ustały.
Zawiasy w drzwiach zaskrzypiały. Dziewczyna gwałtownie odwróciła się. Stała w bezruchu. Już widniało na dworze, więc nie było większego problemu, by dojrzeć, kto wszedł. Podeszła do drzwi. Zastała tylko pustkę, głuchą i ciemną pustkę. Rozejrzała się dookoła. Nic. Nie było tam żywej duszy. Zastanowiła się, co to mogło być. Zauważyła jedną, niepojętą rzecz: drzwi na końcu korytarza były uchylone. Dziwne, pomyślała i ruszyła w ich stronę. Z każdym kolejnym krokiem serce przyśpieszało.
Chwyciła za framugę i zajrzała niepewnie do środka. Szpara pomiędzy drzwiami, a futryną powiększyła się. Mogła teraz dostrzec wnętrze pokoju. Był stary i zagracony, z jakimiś białymi oraz szarymi płachtami na meblach, po lewej. A pośrodku pomieszczenia stała zgarbiona postać.
- Michael? – spytała lekko wystraszona.
To coś odwróciło się w jej kierunku, podeszło parę kroków w przód. Maggie cofnęła się lekko wystraszona. Od samego początku ciekawiła ją zawartość znajdująca się za tymi drzwiami, mogłaby spodziewać się naprawdę wszystkiego, lecz nie tego, co zobaczyła.
Znów podeszła do drewnianych drzwi. Spostrzegła, że ta „osoby”, bądź czymkolwiek to było, nagle zniknęło. Ciekawość wzięła górę. Chcąc teraz wkroczyć do środka, chwyciła za okrągłą gałkę i lekko popchnęła. Nagle coś szybko przemknęło po pokoju, a ona zamarła w bezruchu. Drzwi gwałtownie zatrzasnęły się, uderzając dziewczynę w skroń i prawą rękę. A ona, pod wpływem ostrego zamknięcia, upadła na szorstki, ciemno bordowy dywan, rozmieszczony na całej długości korytarza.
Postanowiła prześliznąć się szybko do jej tymczasowego pokoju, który dzieliła z Laurą. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się plecami o nie. Właśnie wtedy obudziła blond dziewczynę.
- Co ty wyprawiasz?! – stwierdziła Laura oskarżycielskim głosem.
- Dobrze, że już nie śpisz. Ty też TO widziałaś?
- Nie? O co ci chodzi? – podniosła się do pozycji siedzącej. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie i ciekawość. Maggie ciężko oddychając i próbując się opanować wybełkotała:
- To, to… coś… tam. – odchyliła głowę wskazując kierunek.
- Co? – Laura nic kompletnie nie rozumiała. A tamta nie odpowiadała. – Powtórz jeszcze raz, lecz teraz trochę wolniej.
- Drzwi… drzwi były tam otwarte i… i …
- Jak to? – przerwała jej blondynka.
- Tam w pokoju. – odpowiedziała jeszcze drżącym głosem, lecz już spokojniej. – Tam coś było albo nadal jest.
- To niewiarygodne! – zaprotestowała – One są zamknięte. Nie dość nikogo tam nie ma!
- Ta postać była ciemna i zgarbiona. – dopiero teraz spojrzała na przejętą twarzyczkę młodszej towarzyszki. Laura dostrzegła, mimo panującego półmroku, w oczach dziewczyny strach i niepokój.  
Podeszła do wpół stojącej młodej kobiety przy drzwiach. Oparła obie dłonie na jej ramionach, a ta wsparta rękoma na kolanach wyprostowała się. Jej wzrok niepewnie powędrował leciutko w dół, prosto w źrenice szesnastolatki.
- Sprawdzimy to, gdy się rozjaśni. Teraz chodź, połóż się. – i pociągnęła dziewczynę w stronę łóżka.
- No, dobrze. – przytaknęła ciężko wzdychając.
Maggie, w przeciwieństwie do Laury, nie spała. Zastanawiała się nad wydarzeniami z przed paru godzin. Zarówno myślała o sytuacji z sypialni Michaela, jak i również o tym co zobaczyła w sąsiednim pokoju.
Nieprzytomna, z podkrążonymi oczami, zeszła na dół do kuchni. Wstawiła wodę. Gdzie on trzyma kawę? Czajnik zagwizdał, wyłączyła go. Poczuła czyjeś dłonie na swoich biodrach.
- Witaj piękna. – blondyn przywitał ją ciepłymi słowami, całując przy tym jej ramię. Jej oblicze rozjaśnił lekki uśmiech.
- No, cześć. – głos jej się załamał, choć chciała by zabrzmiał obojętnie. Miała tylko nadzieją, że chłopak nie zwrócił na to zbytniej uwagi.
Odszedł od dziewczyny. Wziął dwa kubki, nasypał kawę i zalał wrzątkiem. Podał jej gotowy napój.
Zlustrował ją od stóp do czubka głowy i na odwrót.
         Miała na sobie tylko glany i długą, pokrwawioną, białą bluzkę, a mimo tak skromnego odzienia Michael stwierdził, że i tak wygląda seksownie.
Nie zważając na jego słowa, upijała kolejne łyki gorącej cieczy.
Milczenie stawało się dla oby dwóch uciążliwe. Nie odezwali się nawet jednym słowem, gdy weszła Laura. A ona od razu wyczuła napiętą atmosferę.
Jednakże szesnastoletnia blondynka postanowiła przerwać ciszę pytaniem skierowanym do brata:
- Masz klucz do tamtego pokoju na górze?
Zaskoczony jej słowami odpowiedział lekko osłupiony:
- Yyyy. Chyba tak. – zamyślił się na chwilkę. -  Dlaczego pytasz?
- Chcemy go zobaczyć. – wtrąciła, dotąd milcząca, Maggie.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł … .
- Dlaczego? – zaciekawiła się Laura.
Skarcił ją wzrokiem i wyszedł bez słowa.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia i poszły za nim. Maggie miała złe przeczucia, lecz nie zdradzała ich, zachowała to dla siebie.
Byli w drodze na górne piętro. Po chwili znajdowali się koło starych, zamkniętych drzwi. Chłopak podał siostrze klucz. A ona włożyła go w dziurkę, przekręciła.
- Te drzwi były dzisiaj po zmroku otwarte.
- Niemożliwe. – zaprzeczył Michael.
- No właśnie, lecz widziałam na własne oczy. – ciągnęła nadal Maggie.
- Musiało ci się to przyśnić!
- A jak wyjaśnisz fakt, że mam siniaki od uderzenia tymi drzwiami? – zamilkł. A Laura tymczasem otworzyła drzwi do pokoju. – Jak wytłumaczysz czyjąś obecność tutaj?!
Rodzeństwo zatrzymało się w pół kroku i obrzuciło dziewczynę bacznym wzrokiem.
- Czyjąś obecność? – powtórzył Michael z niedowierzaniem. – A tak dokładniej to kogo masz na myśli?
- Hmmm… . Dokładnie nie potrafię wytłumaczyć. – chwila zawahania.- To coś, bądź ta istota była ciemna i dość wysoka, chodź zgarbiona.
- Przypominam sobie, że wspomniałaś w nocy o kimś takim. – przypomniała Laura. – Mówiłaś też, że poruszało się dość szybko.
- Owszem. Niestety nie dałam rady określić czym, ani też kim było, jakiej płci.
- Aha. I widziałaś to w tym pokoju? – spytał drwiącym tonem Michael, wchodząc do środka.
- Dokładnie stało tam, pomiędzy tymi zakrytymi meblami.
 Maggie wśród ciemności dostrzegła nieznaczący ruch, lecz nic nie powiedziała.
Teraz, po oświeceniu światła, dokładniej rozejrzeli się po pomieszczeniu. Było ono stare, zakurzone, pełne jakiś sprzętów i mebli przykrytych płótnami. Pozorny chaos w ciemnościach, w świetle można było dostrzec tu jakiś nie dostrzegalny, na pierwszy rzut oka, nietypowy ład panujący pomiędzy ścianami, a znajdującymi się tu, praktycznie równomiernie rozmieszczonymi, rzeczami.
Rozejrzeli się uważnie, zapamiętując miejsce chodźmy najmniejszego sprzętu.
Przez panujący w tym miejscu paroletni zaduch i kurz powietrze było tu mgliste i jakby samo w sobie pozostawało ciężkie.
Laura przedarła się przez porozstawiane sprzęty do zakrytego ciemną, podziurawioną płachtą okna. Ściągnęła płótno, odsłaniając starą szybę w drewnianej ramie. Otworzyła je.
- Nie ma tu nic ciekawego. – stwierdził Michael opierając jedną dłoń na biodrze, drugą zaś wspierał się o jakiś większy, nieokreślony przedmiot. Dziewczyna spojrzała momentalnie na jego postać, nonszalancko przewróciła oczami, wzruszyła ramionami i skierowała się w poprzedni punkt zapatrzenia, czyli na podłogę pod oknem.
Dostrzegli niedużego, czarnego kota błąkającego się pod parapetem. Zwierzę spojrzało na nich nienaturalnie ciemnymi oczami. Odwróciło się bokiem. Maggie zauważyła, jako jedyna, ciemną czerwień jego oczu. Kot pośpieszył ku tej szafie, przy której stała Maggie. Znajdowała się ona pod jedną z burawych ścian.
Dziewczyna podeszła bliżej mebla, bacznie mu się przyglądając. Wpatrywała się w przestrzeń za nim, gdzie właśnie zniknęło stworzenie o czerwonych ślepiach.
Zastanawiała się skąd ono się tu właściwie wzięło. Jej głowę zaprzątała również myśl o tej jakże wielkiej, ciągnącej się od czubka, do prawie samego dołu szparze na bocznej ściance szafy. Wpatrzona w nią i zarówno w ciemność za meblem, dostrzegła jakieś zarysy, jakby drzwi, bądź jakiegoś wejścia. Przykuło jej to szczególną uwagę. „Odkryła” je po wyostrzeniu wzroku i dokładniejszym przyjrzeniu się, gdyż wejście idealnie wtapiało się kolorystycznie w brudnawą ścianę.
- Pomóż mi! – tylko ona usłyszała błagalne, przytłumione i zrezygnowane wołanie o pomoc. Wydawało jej się, że dochodzi właśnie z tego przejścia za ścianą. Szybko cofnęła się o parę kroków, prawie potykając się o jakąś rzecz. W każdym bądź razie nie uniknęła zdziwionego wzroku rodzeństwa. Czuła ich spojrzenie na  sobie więc się odwróciła.
- Podejdźcie tu.- nakazała, a widząc bardziej podejrzliwe miny , objaśniła – Słyszałam coś, jakby wołanie o pomoc.
- Co?! Gdzie? – powiedzieli praktycznie równocześnie.
- Yyy, wydaje mi się, że głos dobiegał zza ściany.
- Jak to? Tam nic nie ma! – zaprzeczyła Laura.
- Czyżby? – było to wątpliwe pytanie z nutką złośliwości. Na co blondynka uniosła i opuściła ramiona. – Pomożecie mi ją przesunąć? – wskazała na szafę obok niej. Smithowie wymienili zdziwione spojrzenia. Nic nie mówiąc, podeszli do siedemnastolatki.
Przesunęli mebel odsłaniając, zgodnie z przeczuciem Maggie, jakieś drzwi. Były mniejsze i metalowe niż wszystkie inne znajdujące się w domu. A w nich widniała maleńka, okrągła gałka z dziurką na klucz po niżej.
- Wiedziałeś o tym? – usłyszała za sobą głos Laury.
- Szczerze? – przytaknęła.-  Nie miałem pojęcia. – cicha odpowiedź Michaela.
         Czarnowłosa odruchowo chwyciła za klamkę. Jak przeczuwała, drzwi były zamknięte. Bez słowa odeszła od przesuniętej szafy. Chrząkała się po pokoju. Najwidoczniej czegoś szukała. Czego dokładnie? Prawdopodobnie klucza.
         Towarzyszący jej ludzie początkowo stali bez ruchu i nie wiedzieli, co robić. Postanowili pomóc dziewczynie w poszukiwaniach, chodź uważali je za bezsensowne.
- Nie sądzę, że cokolwiek tu znajdziemy. – powiedziała, bez namysłu Laura.
- Jak nie tu, to gdzie? – natychmiastowy odezw Maggie.
-  Nie wiem. – tym razem odpowiedział  Michael, unosząc ramiona na znak, że naprawdę nie ma pojęcia.
         Po bezskutecznych, dwugodzinnych poszukiwaniach, pełnym zrezygnowania ludziom ukazała się iskierka nikłej nadziei. Owe zwierze, którego widzieli wcześniej, co prawda zdążyli o nim zapomnieć, teraz znów pojawiło się w pokoju. Patrzyło ze spokojem na poszukujących, aż postanowiło dać znać o swojej postaci.
         Usłyszeli jakby szeleszczenie, obijanie i przedzieranie się przez sprzęty. Zwrócili się w stronę źródła dźwięków. Ujrzeli spokojnie siedzącego, czarnego kota. Wpatrywał się intensywnie, nienaturalnymi, czerwonymi ślepiami w tylko jeden punkt, który, z ich założenia, znajdował się drugim końcu pokoju. Była tam, tym razem, wyższa szafa. Podeszli tam. Będąc już przy meblu zgodnie spojrzeli w miejsce spoczynku stworzenia, lecz już go tam nie było. Popatrzyli po sobie nawzajem.
Postanowili, że zajmą się przeszukiwaniem owego mebla.
Zdejmowali kolejne płótna. Odsłonili masywną, mahoniową szafę. Znów „poszły” porozumiewawcze spojrzenia, nastąpiła chwila zawahania. Michael podjął, wcześniej skonsultowane z dziewczynami, działanie, nie miał zamiaru odpuścić, nie teraz. Chciał przeszukać każdy kolejny zakątek pokoju, by w końcu osiągnąć upragniony sukces. Nastolatki dołączyły do niego.
         Ich błahe nadzieje odpłynęły, gdyż przeszukawszy każdy kątek, nawet te meble, włączając tą szafę, nic, nigdzie nic nie znaleźli. Zwiesili ponętnie głosy, pełni całkowitego zrezygnowania opadli bezsilnie to na podłogę, to na jakieś krzesło.
Laura znajdująca się najbliżej okna, zsunęła się po nim i oparła plecy o ścianę pod nim. Pozostawiwszy głowę w bezruchu wpatrywała się nieobecnym wzrokiem to na przestarzałą podłogę przed sobą, to zaś na postać Maggie, to znowuż błądziła szarymi oczami po nieżywej przestrzeni pomieszczenia. Zamknęła powieki i oparła głowę na kolanach.
Wierzyła, aż za bardzo w skutek poszukiwań, bardziej niż w cokolwiek innego.
         Nagle ocknęła się, przepełniona jakby nowym życiem i energią do dalszych działań. Od razu skierowała przepełniony nadzieją wzrok w lewą stronę, a konkretniej w czerń pomiędzy ukośnie postawioną szafą, a ścianą. Wytężywszy oczy można było dostrzec jeszcze jeden, mały, drewniany mebel. Podeszła na kolanach w tym kierunku, zwracając na siebie uwagą Maggie i Michaela. Nie przejmując się nimi powoli wstała, otrzepała kolana i piszczele z kurzu, nie odrywając szarych oczu od mebelka. Nie wykazała nawet najmniejszego zainteresowania dwiema, małymi myszkami i dość dużym pająkiem pałętających się koło jej stóp. Owszem zauważyła je, ale poza tym nie zwracała na nie uwagi.
         Michael widząc te żyjątka zdziwił się, że siostra w żaden sposób nie zareagowała na nie. Zawsze zanosiła się krzykiem widząc te stworzenia, gdyż zawsze miała wstręt do nich, co więcej cholernie się ich bała i to odkąd pamiętał.
         Chłopak z towarzyszącą mu kobietą podeszli do blondynki. Zauważyła ich obecność przy sobie, lecz nic nie powiedziała. Rozmyślała, czy dałaby radę wcisnąć się w tą ciemną przerwę między szafą a ścianą. Nie udało się. Postanowiła spróbować z drugiej strony.
Przeszła przez pół pokoju zanim znalazła ciasne przejście pomiędzy meblami i pozostawionymi tu sprzętami. Towarzysze patrzyli w ślad po niej. W małych szczelinach między przedmiotami, szybko przemieszczała się jej postać. Wkrótce całkowicie zniknęła w ciemnościach. Nie usłyszeli żadnego dźwięku z jej strony. Do ich uszu doszedł dźwięk mocnego szarpnięcia zza szafy. Zajrzeli tam. Laura właśnie próbowała otworzyć jedną z szuflad.
- Przynieście świece i drut. – nakazała blondynka.
- U nas w pokoju są świece. – Maggie szepnęła do Michaela. A on wyleciał z pomieszczenia jak opętany. Wrócił z potrzebnymi rzeczami ciężko łapiąc oddech. Maggie odpaliła świecę zapałkami, wyciągniętymi z małej kieszonki długiej bluzki. Podała ją, wraz z drutem, Laurze .
Mocne szarpnięcie, trzaśnięcie, przeszywający zgrzyt otwieranej szuflady. Nic. Następna szuflada – dokumentacje i zardzewiałe nożyce. Laura wzięła fotografię rodzinną z wierzchu i pęczek pożółkłych papierów, wrzuciła je do kieszeni. Następna szuflada – jakieś dziwne przyrządy służące do przeróżnych celów. Robi się ciekawie, pomyślała biorąc do ręki jakiś pół okrągły nóż, bądź coś w tym stylu. A klucza jak nie było, tak nie ma. Ostatnia szuflada na samym dole. Jak poprzednio wepchnęła drut pomiędzy drzwiczki, popchnęła w kierunku mebelka i z powrotem do siebie, przekręciła.  Szafka ani drgnęła.  Powtórzyła wszystkie wcześniejsze ruchy, tym razem z mocniej. Poza zablokowaniem się drutu pomiędzy szafkami nic się nie stało.
- Fuck! – wykrzyczała zdenerwowana tym samym wstając na proste nogi.
          Zrobiła się nerwowa. Pieprzona szafka. Miała na tyle miejsca, że mogła wziąć zamach i kopnąć mebel z całej siły. Musiała złagodzić złość i postanowiła rozładować ją na mebelku. Pierwszy zgrzyt. Powtórzyła uderzenie, lecz ze zdwojoną siłą. Trzaśnięcie, drugi zgrzyt – pełny sukces.
Przez lekko odsuniętą szufladę wyszły dwa pająki. Dziewczyna szybko pohamowała odruch wymiotny. Przykucnęła. Odsunęła szufladkę na całą jej długość. Z obrzydzeniem włożyła ręce do jej wnętrza. Był tam tylko stary notes, a oprócz niego znajdowało się tam gęsie pióro, świeca i kałamarz z zaschniętym atramentem. Podniosła pamiętnik. Obejrzała go z każdej strony. Był on w nienaruszonym stanie, obłożony ciemno – brązową sztuczną skórą z granatową wstążeczką pośrodku. Otworzyła go. Zatrzymała się na kartach, w którym był opisany tamten poprzedni jak i ten pokój, a również, co tu się stało.
Jest rok 1967, dokładniej 13 marca.
Najmuję ten pokój od niecałego tygodnia,
 Jako gość i student. Wszystko wydawało by
Się w porządku, gdyby nie dzisiejsza noc.
Długo nie mogłem zasnąć, układanie się na
Jednym, potem drugim boku nie oddawało
Żadnych sukcesów. Gdzieś po godzinie
Pierwszej, minut czterdzieści osiem
Usłyszałem czyjeś kroki i muzykę dochodzące
Z sąsiedniego pokoju. Próbowałem to
Zignorować, lecz nie potrafiłem, gdyż z
Każdą minutą dźwięki się pogłębiał.
Początkowo nie dziwiło mnie to, ponieważ
Stwierdziłem,  że może być to starsza pani,
Czyli właścicielka i gospodyni tego domu.
Jednak coś popchnęło mnie do tego by to
 Sprawdzić. Zsunąłem się z łóżka.
To był pierwszy błąd. Przez moje ciało
Przebiegł zimny dreszcz, jak zawsze gdy
Przeczuwałem, że coś się zdarzy, coś
Nie do końca przyjemnego. Mimo to
Zignorowałem durne przeczucia.
Szedłem wzdłuż korytarza. Mając wnet
Dwadzieścia jeden lat, nigdy aż tak mocno
Nie odczuwałem strachu, tak jak wtedy.
Drzwi na końcu hollu, wcześniej zamknięte, i
Zabarykadowane, były otwarte, a zza nich
Słychać było granie na fortepianie.
Wahałem się, czy powinienem wejść.
Ciekawość wzięła górę. Wszedłem. I zamarłem
W bezruchu. Jakaś wysoka, choć zgarbiona
Postać odziana w biel siedziała przy
Ogromnych rozmiarów, fantastycznym
Fortepianie. I grała, grała tą cudowną
Melodię wypełniającą moje serce, zgrabnie
Rozciągając chude palce na klawiszach;
Dostrzegłem, iż nie jest całkowicie sama, gdyż
Towarzystwa dotrzymuje, to przeklęte stworzenie
Zwane potocznie kotem. Miało czarne futro i
Złowrogie czerwone ślepia. W poświacie bladego
Półksiężyca postaci wyglądały na powiewne i
Nieuchwytne, tym bardziej dodając im mroku.
Nic nie mówiłem. Stałem, słuchałem i patrzyłem
Na niezwykłe zjawisko. Postać
Gwałtownie urwała dalszą grę. Nie ruszała
Się chwile. Poczułem ostre kłucie w żołądku.
Nagle owiana bielą osoba odwróciła głowę
W moją stronę. Przekręcała ją powoli,
Dając wrażenie grozy. Chciałem uciekać,
Chciałem, lecz nie mogłem. Nogi jakby
Przywarły mi do podłogi. Byłem oniemiały
Zaradnością i zgrabnością tej pięknej postaci.
Kobieta przeszywała mnie wzrokiem na wskroś.
Jej oblicze pokrywała bladość z odcieniami
Szarości. „Martwa, ona jest martwa”
Powtarzał głos w głowie.
A on się na mnie patrzyła, patrzyła się i się
Śmiała, śmiała się złowrogo. Dreszcze przechodziły
Po mym ciele. Wstała, powiewnym i
Zachęcającym krokiem ruszyła ku
Mnie, by po chwili zniknąć gdzieś za ścianą
Z mej lewej strony, dokładniej wyglądało
Jakby przechodziła przez jakieś drzwi.
„Nie idź za nią, głupcze” i znowuż odezwał
Się głos w głowie, gdyż wiedział o moich zamiarach.
Nie posłuchałem. Uległem kuszącej postaci.
Podążałem za nią. To był kolejny błąd,
Lecz nie mogłem się powstrzymać.
Podszedłem do ciężarnych drzwi.
Zamknięte, psiakrew. Nie ma klucza.
Laura pogrążona w czytaniu, nie zrozumiałą żadnych, nawołujących ją słów.
         Potrząsnęła głową na boki, co spowodowało koniec transu. Słyszała jakby przez mgłę głos Michaela skierowany do Maggie. Urywak zdania zapadł jej w umysł i nie mogła się go pozbyć. Nic nie mówiła, choć miała otwarte usta.
- Żyjesz? Laura, odezwij się!
Po krótkiej chwili usłyszeli odpowiedź:
- Żyję. Nic mi nie jest.
- Uff. Co ty tam robisz tyle czasu?
Brak odpowiedzi.
- Znalazłaś klucz?
Klucz! Miałam go szukać. Cholera.
- Nie, jeszcze nie. – zamyśliła się. – Chyba nic z tego… .
Przesunęła wstążeczkę w miejsce, gdzie skończyła czytać. Odłożyła notes na kolana i szukała dalej zguby. Straciła równowagę. Ręką jej wpadła z powrotem do wnętrza szafki. Naciskając tym samym na jej denko. A ono uniosło się lekko w górę.
- … chociaż czekajcie coś mam.
- No to daj to. – nakazał Michael.
Dziewczyna z trudem wyjęła denko, a jej oczom ukazał się przedmiot przypominający klucz. Podała go bratu przez szczelinę.

Samoczynnie usta Maggie ułożyły się w lekki uśmiech, by potem mogła go zniszczyć niepewność i wątpliwość. 

wtorek, 4 lutego 2014

~ Rozdział 7 ~

Hmmm, co by powiedzieć o tym rozdziale? Szczerze nie mam pojęcia. Może zacznę tak: po pierwsze: opowiadanie może wydać się ciut nudnawe na samym początku. Po drugie: pojawi się tu nowa postać. Po trzecie: wybaczcie mi za ten cukier pod koniec.  W każdym bądź razie, życzę miłego czytania J.




          W samą porę wyszły ze szpitala, gdyż Michael już na nie czekał przy swoim dużym aucie. Prawdopodobnie chciał zadzwonić do nich, ponieważ miał już telefon w uniesionej ręce, lecz gdy ujrzał dwie młode, kobiece sylwetki zbliżające się ku niemu, zrezygnował z tego pomysłu. Rozpoznał je, to były Maggie i Laura.
Kulturalnie otworzył przed dziewczynami drzwi od samochodu. Weszły do wnętrza pojazdu i tym razem obie siadły na tylnych fotelach Land Rovera. Mężczyzna odpalił go i cofając zapytał:
- Lubicie przebywać w kawiarni?
- Nawet.
- To dobrze. – szczerze uśmiechnął się do pasażerek.
Maggie uśmiechnęła się nieznacznie do siebie. Przelotnie spojrzała na chłopaka, a następnie zwróciła oczy w stronę przyciemnianej szyby, po prawej stronie.
Michael wyprostował .
          Już jechali przez dość kręte drogi Lancaster. Znajdowali się na ostatniej prostej, gdy Maggie zauważyła ciemnowłosego, wcześniej już widzianego przez nią, dziwnego chłopaka stojącego koło drzewa w głębi parku. Popatrzył w jej stronę, a jego wąskie usta rozciągnęły się w ledwo zauważalny, trochę ironiczny uśmiech. Po czym jego postać powoli zaczęła rozmywać się w powietrzu. Dziewczyna zaczęła wodzić wzrokiem w ślad po nim. Na próżno. Dziwnej „osoby” już nie było.
          Laura spostrzegła niepokój sąsiadki i jej zagubienie wśród myśli.
- Wszystko w porządku? – zapytała z troską w głosie, przysuwając się bliżej starszej koleżanki, a ona odwróciła w jej stronę głowę i treściwie odpowiedziała:
- Tak. W jak najlepszym. – starała się wypowiadać każde słowo łagodnym i normalnym głosem, lecz jednak mimo wszelkich starań nie ukryła zawahania.
Laura, widząc zdezorientowanie na twarzy dziewczyny, zamilczała.
          Byli już pod kawiarnią o nazwie „Green House”. Przez głowę Maggie przeleciała nic nieznacząca myśl: ciekawa nazwa kawiarenki.
          Green House był spokojnym, nie za dużym i przyjaźnie wyglądającym miejscem, w którym panowały żywe rozmowy tutejszych mieszkańców, którzy przyszli tu, by się odprężyć, w gronie swoich znajomych.
          W wnętrzu pomieszczenia znajdowało się 8 średnich, drewnianych stolików, a przy każdym po dwóch stronach widniały brązowe, obite w sztuczną skórę kanapy.
Całość, wraz z zielonymi ścianami, stwarzała niesamowicie elegancki i spokojny wystrój, kojarzący się znacząco z naturą.
          Podeszli do ostatniego wolnego stolika pod ścianą, która została wymalowana profesjonalnie w ozdobne liście i kwiaty.
          Wpadające przez szereg okien, okrytych ciemnozielonymi zasłonkami, światło popołudniowego słońca ukazało oczom siedzących piękny zimowy pejzaż. Niskie góry w oddali, gęsto osadzone iglaste drzewa wśród nich, polany znajdujące się już bliżej i gdzieniegdzie postawione małe, przyjazne domki, wszystko pokrywał puszysty i bielutki pierwszy śnieg.
          Maggie siedząca naprzeciw rodzeństwa nie spostrzegła uroczo wyglądającego widoku, tym samym zwróciła na siebie uwagą towarzyszy.
- Co ci jest? – spytał troskliwie Michael, łapiąc ją za jej dłoń leżącą na stole. Niestety nie otrzymał odpowiedzi, a ona wciąż wpatrywała się w podłogę.
Spojrzała jedynie na dłoń trzymaną przez blondyna. Gwałtownie ją odsunęła od mężczyzny. Spojrzało smutnymi oczami na postać Michael.
- Maggie, co się stało?
- Nic. – odwróciła wzrok w stronę okna.
- Na pewno? Coś jednak musi być na rzeczy, skoro jesteś smutna.
- Na pewno, nic mi nie jest… . – rzuciła od niechcenia, zerkając przy tym na 22-latka. – Nie ważne i tak byś nie zrozumiał…. – dodała po cichu.
Michael już o nic nie pytał, domyślił się, że i tak by od niej niczego więcej nie wyciągnął.
          Zjedli zamówione jedzenie, wypili po filiżance latte i wyruszyli w dalszą  drogę.
Maggie parę razy przyłapała się na niekontrolowanym stukaniu palcami w udo. A jej myśli wciąż krążyły wokół tajemniczego chłopaka, którego widziała.
          Najwidoczniej Michael nie zamierzał tak szybko wracać do domu.
- Dziewczyny – zaczął mówić po paru minutach grobowej ciszy, zdecydowanym tonem – jakby wam to przekazać… . Hmmm… - zamyślił się na chwilę.
- Wykrztuś to z siebie ! – nakazała bratu Laura.
- Dzisiaj wieczorem wpadnie do nas do domu moja narzeczona, Alissa. – uśmiechnął się lekko na dźwięk jej imienia. Laura wytrzeszczyła na niego oczy – Zostanie na kolacji.
- Jak to? – spytała z niedowierzaniem jego młodsza siostra. A on zignorował to.
Maggie zdziwionym wzrokiem zerknęła na kierowcę, lecz po chwili znów patrzyła się w dal za oknem.
Laura ponownie zapytała brata:
- Dokładnie o której będzie?
- Dokładnie to przed 19. – posłał szesnastolatce szybkie spojrzenie.
- Co? Ta za półtorej godziny! – wykrzyczała drobna blondyneczka.
- Nie krzycz! – przerwał na chwilkę, by móc nabrać powietrza w płuca – Wiem o tym. Dlatego też zabieram was do sklepu, byście pomogły mi z zakupami na kolację i żebyście kupiły sobie w końcu jakieś zimowe ubrania.
- Niech będzie. – westchnęła Maggie nie odrywając wzroku wpatrzonego w dal.
Stanęli pod jednym z przydrożnych parkingów. Weszli do centrum handlowego. Maggie nie cierpiała przebywać w takiego typu miejscach, a Laura wręcz przeciwnie.
- Macie tu kasę. Nie wydajcie wszystkiego od razu… . Natomiast ja idę na drugą stronę ulicy. Bądźcie punktualnie za 40 minut pod moim autem.
Obydwie przytaknęły i zniknęły gdzieś z pola widzenia.
*półtorej godziny później*
          Laura ubrana w nową parę ciemnych jeansów i beżową tuniką z długimi rękawami oraz Maggie w ciemnogranatowym, długim, zapinanym sweterku i również w ciemnych spodniach, zeszły na dół do jadalni.
          Pomagały jeszcze chwilkę Michaelowi zanosić wszystko do brązowego salonu, gdy usłyszały niewyraźne pukanie do drzwi i dźwięk dzwonka. Chłopak, ubrany w elegancką koszulę i czarne, luźniejsze spodnie, poszedł otworzyć drzwi. Za nimi pojawiła się wysoka kobieta o rozpromienionej twarzy, gęstych, rudych lokach, które swobodnie opadały na plecy. Weszła do środka, Michael zamknął drzwi. Odwiesił jej długi brązowy płaszcz, wraz z jasnym szlem i karmelowym sweterkiem na wieszak w przedpokoju.
Miała na sobie kremową sukienkę, która podkreślała jej idealną sylwetkę i obfity biust.
Była bardzo szczupła i piękna.
- Cudownie dziś wyglądasz, Alisso.
- Dziękuje. – szczerze uśmiechnęła się do narzeczonego.
Mężczyzna złożył pocałunek na jej ustach, po czy wręczył jej piękny, czerwony kwiat róży. Następnie została zaproszona do cudownie przyozdobionego świecami i wazonem kwiatów stołu w salonie, od którego wnosił się ich nieziemski zapach oraz woń przygotowanych dań.
          Dziewczyny zjawiły się w samą porę w pokoju. Michael uśmiechnął się do nich i skinieniem ręki nakazał podejść bliżej.
Wstał i przedstawił je narzeczonej.
-Kochanie, to moja młodsza siostra Laura.
- Witam. – podała dziewczynie dłoń, a ona odwzajemniła gest, uciskając ja lekko.
- Dobry wieczór.
- A to jest Maggie, jej starsza koleżanka.
- Miło mi. – symboliczny uścisk dłoni. Brunetka zmusiła się do uśmiechu.
- Mnie również.
          Podczas kolacji Maggie czuła się bardzo nieswojo, w szczególności, że przez cały wieczór wzrok Michaela krążył raz po jej ciele raz po narzeczonej.
          Nadeszła godzina dwudziesta druga.
          Alissa posiedziała jeszcze kilka minut, po czym stwierdziła, że musi już iść do domu.
- Naprawdę nie zostaniesz na noc? – spytał odprowadzając kobietę do drzwi.
- Nie tym razem. – powiedziała jakby z lekkim smutkiem w głosie.
Chwycił dłonią podbródek rudowłosej podciągając go tym samym wyżej, by dziewczyna mogła spojrzeć mu w oczy.
- Powiedz, czemu?
- Przecież masz gości… . Nie wypada tak.
- Powiedziałbym, że są to tymczasowe współlokatorki... . Zrozumiały by.
- Niesą…. – przerwał jej łącząc ich usta długim pocałunkiem.
Kobieta ubrała się.
- Aleś uparta. Chodź pozwól mi cię odwieźć.
- Nie trzeba. Dzwoniłam po kuzyna, zaraz powinien tu być.
- Jak uważasz.
Odpowiedziała tylko uśmiechem.
- Miłej nocy. – powiedział na pożegnanie wodząc wzrokiem za kobietą.
Ona tylko przesłała całusa chłopakowi i wsiadła do, już czekającego, auta kuzyna.
Blondyn długo wpatrywał się w ślad za nimi.
Nie chcąc zbytnio zmarznąć, wszedł do domu.
          Gdy ruszył w stronę salonu, zauważył dziewczyny zaczynające sprzątanie talerzy po posiłku.
- Zastawcie, sam to zrobię.
- Pomożemy.
- Naprawdę nie musicie.
Dziewczęta nie zareagowały na jego sprzeciw i nie przerywały sprzątania.
           Maggie zaniosła ostatnie naczynia do kuchni, a Laura w tym czasie poszła do łazienki na kąpiel.
Michael wszedł do pomieszczenia, którym stała brunetka. Westchnął. Siadł na stołku i wpatrywał się w dziewczynę. Odwróciła się do niego przodem. Uśmiechnęła się.
          Mimo, że wpatrywali się w siebie od paru minut, nic nie mówili.
Michael postanowił przerwać ciszę panującą pomiędzy nimi, mało znaczącym pytaniem.
- Jak tam siostra? Lepiej z nią?
- Jest w śpiączce.
- Co, jak to?
Zignorowała jego pytanie.
          Spuściła wzrok na podłogę i nic już nie mówiła. Chłopak poczuł się winny jej zachowania. Wstał, podszedł do zasmuconej dziewczyny, a ona niechętnie podniosła powieki.
          Patrzyła smutnymi i pustymi oczami prosto w tęczówki mężczyzny, a on miał wrażenie, że brunetka w ogóle nie mruga, jak i również ponowne uczuciem, że jej karaibski błękit przeszywa jego całe ciało na wylot. Młoda kobieta starała się nie dopuścić do uronienia choćby jednej, najmniejszej łzy.
Michael złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Przesuwał dłońmi po jej plecach i z powrotem po talii.
- Przepraszam, że o nią zapytałem. Nie wiedziałem, że dla ciebie to tak bolesne. – powiedział półgłosem.
- Nie potrzebnie ci przykro.
- Wiem, że jesteś w dość ciężkiej sytuacji i że nie jest ci samej łatwo, ale wierzę w ciebie, wierzę że się nie poddasz. Twoja siostra na pewno z tego wyjdzie.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Mam takie przeczucie. Uśmiechnij się, proszę, piękniej wtedy wyglądasz.
          Dziewczyna w żaden sposób nie zareagowała na jego słowa. Jedyną rzeczą, jaką zrobiła było odwzajemnienie uścisku. Czuła jego oddech na swojej szyi. Chłopak zjechał dłońmi niżej i zatrzymał się na jej biodrach. Zaczęła ogarniać ją niepewność.
Była zakłopotana, mimo to pozwoliła mu na dalsze ruchy.
          Dwudziestodwuletni mężczyzna krążył palcami po jej biodrach i po pośladkach. Przeszył ją nieznany, lecz dość przyjemny dreszcz.
          Blondyn zaczął całować jej szyję. Początkowo pocałunki były dość niewinne i delikatne, następnie przerodziły się w mocniejsze i bardziej namiętne. Dziewczyna jęknęła z lekkiego podniecenia. Oderwał się od niej na chwilkę, uśmiechnął się enigmatycznie, a jego usta powędrowały do jej. Nastolatka była zaskoczona jego pewnością siebie. Odwzajemniła czuły gest, pozwalając by ich języki wzajemnie się przeplatały. Chłopak nie odrywając od niej ust powoli rozpinał , sięgający jej do połowy ud, granatowy sweterek.
          Podniósł ją i posadził na marmurowym blacie kuchennym. Natomiast ona oplotła obiema łydkami jego biodra.
- Chodźmy do mojego pokoju. – zaproponował muskając ustami jej szyję i dekolt.
Wiedziała, że nie powinna, ale za nim zdążyła zaprotestować znaleźli się w sypialni chłopaka.
           On jedynie zamknął drzwi i zaświecił małą lampkę we wnęce koło łóżka. Podszedł z powrotem do dziewczyny. Uśmiechnął się.
Dziewczyna zdjęła wiecznie niezawiązane glany, on zrobił to samo ze swoimi butami.
Podeszli bliżej łóżka.
Czarnowłosa popchnęła chłopaka na nie, tak żeby sobie usiadł. Podeszła do blondyna. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła wpijać w niego usta. Chłopak odwzajemniał to z rozkoszą. Chwycił ją za pośladki przysuwając ją tym samym bliżej swojego ciała. Gdy znów zaczął pieścić jej szyję, ona zajęła się odpinaniem kolejnych guziczków jego aksamitnej, białej koszuli. Zdjęła ją całkowicie, odsłaniając seksownie wyrzeźbioną klatkę piersiową, zacisnęła lekko wargę i nie mogła powstrzymać się od zachwytu.
- Wow.- wymknęło jej się nagle.
Chłopak oderwał się od niej, spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się odpowiadając pytaniem:
- Podoba ci się? – leciutko podniósł, a następnie opuścił brwi.
- Bardzo.
Jego uśmieszek zrobił się szerszy, a w jego oczach przemknął jakiś tajemniczy błysk.
          Dłonie z pośladków powędrowały na skraj jej czarnej koszulki. Jednym, szybkim ruchem ściągnął ją z niej. Musnął ustami jej ust, delikatnie przygryzając jej wargę. Objął rękami jej plecy i w mgnieniu oka położył ją na miękkim materacu łóżka. On sam ułożył się na niej.
          Znów to zrobił, znów rozciągnął wąskie wargi w dziwnie tajemniczy, a zarazem pociągający grymas, przypominający uśmiech.
          Jednym ruchem zgrabnych i długich palców zdjął czarny, koronkowy stanik, obnażając tym samym jej nagie piersi.
- Mmm. – nie mógł powstrzymać się od zachwytu, na co ona obdarzyła go szczerym uśmiechem.
Zsunęła z niego spodnie. Szybko przygryzła dolną wargę, by znów powrócić do naturalnego wyrazu twarzy.
- Słodko wyglądasz jak tak robisz.
- Heh.
Chłopak błyskawicznie ściągnął z niej jeansy, pozostawiając jedynie dolną część bielizny.
          Ich języki znów zaczęły się wzajemnie przeplatać.
Usta blondyna powędrowały niżej. Zatrzymały się na piersiach dziewczyny. Delikatnie jedną całował, robiąc małe kółeczka wokół sutka, drugą zaś trzymał w dłoni, uciskając lekko. A ona wpadała w jeszcze większy zachwyt.
           Mimo tego, że byli całkowicie sami w pokoju, Maggie czuła się obserwowana. Nie żeby ktoś stał za oknem, czy coś… . Po prostu miała wrażenie, że oprócz nich jest tam jeszcze coś lub ktoś, kto patrzy na ich kolejne ruchy.
            Zadzwonił telefon w sąsiednim pokoiku. Michael najwidoczniej nie miał zamiaru odebrać.
Nagłe pukanie do drzwi. Do sypialni chłopaka weszła jego młodsza siostra.
- Michael… - speszyła się widząc na wpół rozebranych, leżących na łóżku młodych ludzi.
- Laura – odwrócił się w stronę drzwi, w których stała dziewczyna, a Maggie wśliznęła się szybko pod kołdrę. – nie zauważyłaś, że jestem aktualnie zajęty?
Wymijając jego pytanie, stwierdziła:
- Dzwoniła Alissa… .
- Jak to? – przerwał jej w połowie zdania, wstając z łóżka.
- Pytała, czy nie zostawiła tu jakiegoś jedwabnego szala. 
- Nie mam pojęcia.
- Mówiła, żebyś do niej zadzwonił. – powiedziała wychodząc z pokoju brata.
           Maggie, już ubrana, wymknęła się do łazienki.

          Ta noc minęła spokojnie, mimo tego, że siedemnastolatka słyszała cały czas jakieś drapania i szuranie butów za ścianą, lecz była zbyt zmęczona by sprawdzić źródło tych dźwięków.