czwartek, 20 marca 2014

~ Rozdział 9 ~



A więc mamy rozdział dziewiąty :).
Mam nadzieję, że jedynastostronnicowiec (jakkolwiek to się piszę) wam się spodoba.
Wiem, wiem miałam go wstawić parę dni temu, lecz niestety nie wyszło jak planowałam, chodź nie powiem dzień, dwa poślizgu nie jest aż tak straszny.
Znów jest parę wątków, trzeba się szczególnie skupić.
A i jeszcze przepraszam za wszelkiego rodzaju literówki, błędy, itp., których prawdopodobnie tu jest trochę. Cóż rozdział nie został oceniony przez moją korektorkę z jej osobistych powodów, których tu nie ujawnię.
Tak więc życzę wam miłego czytania :).

PS. Za niedługo będę zmuszona do chwilowego zawieszenia bloga, z powodów osobistych, jak i z powodu zbliżających się egzaminów, za co najmocniej przepraszam :(. Więcej informacji podam w późniejszym terminie, tj. w notce do następnego rozdziału. Mam nadzieję, że to zrozumiecie i mi wybaczycie nagłe zniknięcie. Nie pytajcie na jak długo, bo sama tego nie wiem, nie potrafię tego tak dokładnie teraz ocenić. Jeszcze raz was za to przepraszam.


______________________________



         Stanęli w dwójkę przed metalowymi drzwiami. Maggie włożyła klucz w dziurkę. Ucieszyła się na wieść, że klucz idealnie pasuje. Przekręciła nim. Zamek zazgrzytał.

         W tym czasie Laura wzięła dziennik pod łokieć, zasunęła szuflady i już przeciskała się przez stare rupiecie.  Prawie potykała się o nie i o poszarzałe płótna z mebli, w ostatniej chwili łapiąc równowagę.

         Łomot otwieranych starych drzwi, zawiasy zaskrzypiały.

Wszędzie panował mrok i jeszcze większy zaduch niż w poprzednim pomieszczeniu.

Laura dołączyła do nich. W ręku trzymała, już zgaszoną świecę i drut, w drugiej zaś jakiś dziennik, a z kieszeni wystawały pożółkłe kartki.

Michael pytająco spojrzał na siostrę.

- Potem to wyjaśni. – odpowiedziała, za Laurę, Maggie. – Odłóż to tutaj – wskazała na niewielki stolik po prawej. – i chodź tam z nami. – blondynka zrobiła, co nakazała jej starsza dziewczyna.

         W odległości ledwie paru kroków od drzwi znajdowały się drewniane, strome i kręte, prowadzące w górę, jakby na dodatkowe piętro schody.

         Strych, to jedyne co przychodziło im na myśl.

- Nie wiedziałem o istnieniu tego pomieszczenia. – powiedział bardziej do siebie, niż do dziewczyn, Michael. Nie oczekiwał odpowiedzi i takiej też nie otrzymał.

         Górne piętro wyglądało na najstarszą część domu. I faktycznie takim było. Strych zastali w „idealnym stanie”. Sprzęty widać dobrze zakonserwowane. Przypominało to jakby był tu ktoś wyrafinowany przed laty. Pomieszczenie było duże, rozciągało się bowiem nad całą powierzchnią posiadłości, formalnie należącej do Michaela.

Zdawałoby się, że wszystko stoi na swoich dawnych miejscach, nietknięte od bardzo wielu lat.

Rozdzielili się i każde z nich poszło w swoją stronę w celu dokładniejszego „zbadania” terenu.

Maggie chodziła między regałami. Głównie na półkach znajdowały się książki, czasopisma, a gdzieniegdzie nawet bywały porcelanowe, podniszczone filiżanki i lalki.

- Dziewczyny, chodźcie tu! – usłyszała głos Michaela jakby z drugiego końca strychu. Odwróciła się. Pośpieszyła w stronę głosu.

Znajdowała się na samym (tak jej się przynajmniej wydawało) środku pomieszczenia, przy schodach. Rozglądała się nerwowo.

Dostrzegła biegnącą w jej stronę dziewczynę. Jej kontury wyostrzyły się gdy była niecałe cztery metry od Maggie.  Laura zdyszana z ledwością łapała oddech, a mimo to szczerze uśmiechnęła się do tymczasowej współlokatorki.

- W której części byłaś? – zadała głupie nieznaczące nic pytanie, pomiędzy dwoma ciężkimi oddechami.

- Zdaje mi się, że na północnym- zachodzie. A ty? – odpowiedziała mimo sfrustrowania

- Na wschodzie. – wydukała powoli uspokajając się. – Zdawało mi się, że słyszałam głos mojego brata. Dlatego też tu przybiegłam z nadzieją na jego spotkanie.

- Tak też go słyszałam. Gdzie on jest tak właściwie?

- Nie wiem.

- Michael! – zawołały równocześnie. – Gdzie jesteś?

- Tu. Chodźcie. - już szły w stronę jego głosu.

- To znaczy?

- Na południu. Idźcie za moim głosem. – pobiegły. Dotarły już do miejsca, w którym się obecnie znajdował. Czekał na nie.

Jego oczy wydawały się puste. Miał rozszerzone źrenice, tak jak w sytuacji, gdy człowiek się czegoś wystraszy albo jest czymś zaskoczony.

- Co się dzieje?

- Chodźcie. – odwrócił się.

Dziewczyny zaczęły iść za nim.  Zatrzymali się przed jedynymi, ogromnych rozmiarów, drewnianymi drzwiami. Michael otworzył je i ukazała się praktycznie pusta przestrzeń. Oślepiające światło przebijało się przez zabrudzone, pochylone okna, dając połysk, znajdującemu się na środku pomieszczenia, czarnemu fortepianowi. Dziewczęta oniemiały widząc instrument tak wielkich gabarytów i to jeszcze tak bardzo zadbany, że aż trudno uwierzyć, że stoi tu od wielu lat w zamknięciu.

Prócz ogromnego fortepianu umieszczonego w centralnej części pomieszczenia, znajdowało się tu również, w małej ilości meble: po prawej niewielkich rozmiarów biblioteczka i komoda, za instrumentem po lewej jakiś stolik, bodajże nocny, a obok stare, jednoosobowe łóżko.

         Maggie podeszła w stronę okna. Rozejrzała się i w momencie przypomniała sobie w jakim celu tak naprawdę tu się znalazła. Jak to jest możliwe, skoro strych był „pod kluczem”, jest opuszczony, a wokół nie ma tu żywej duszy, w jaki sposób, kto, wołał o pomoc?! Gdzieś tu na pewno jest. Gdzieś się kryje. Dlaczego? Nie wiem. Nie mogło jej się przesłyszeć.

Dostrzegła jaką rzecz na kształt lalki, leżącą w rogu pokoju, a dokładniej w kącie starego łóżka. Ruszyła w jej kierunku. Przedmiot okazał się rzeczywiście dziewczęcą zabawką. Lalka od razu wydała jej się dziwna. Próbowała ukryć swoje przeczucia, lecz niestety na jej twarzy malował się niepokój. Przykucnęła. Kukiełka była porcelanowa z czerwonymi włosami i czarną, koronkową sukienką. Jej oczy wydawały się być rozszerzone do granic możliwości, a usta były uchylone, co się nie zdarza w takiego typu zabawkach.

Uniosła kukiełkę, jednocześnie podnosząc swoje ciało do pionu. W tym momencie miała przed oczami jakąś retrospekcje, bądź czyjeś wspomnienia ukazane jakby z perspektywy lalki.

Widziała postać małej dziewczynki, wpatrzoną w stronę podwórza, a dokładniej patrzyła na biegające dzieci.  Grały w jakąś grę. Nie potrafiła określić dokładnie co to za zabawa, w każdym bądź razie wyglądał to jak berek połączony z podchodami i jeszcze czymś. Dziecko było przepełnione tęsknotą. Maggie widziała i czuła to całym ciałem.

Następnie ukazała się jej oczom kobieta wnoszącą przeróżne leki. Położyła je na stoliku obok łóżka, prawdopodobnie były przeznaczone dla dziewczynki.

- Miałaś leżeć! Nie powinnaś była wstawać. – powiedziała surowo, podchodząc do dziecka, złapała ją za ramię i pociągnęła ją w stronę pryczy. Dziewczynka skinęła głową i niechętnie poszła za kobietą.

Widziała jak cierpi, jak smutnieje słysząc radosne głosy dzieci. Oczy dziewczynki zachodziły mgłą i łzami. Mimo tego, iż mała miała może z osiem lat, wiedziała że powoli umiera. Momentalnie zrobiło jej się przykro i smutno na widok chorej, mimo tego, że nie cierpiała dzieci.

Jej oczom ukazała się kolejna scenka: czarny kot wtulił się w jej ciało. Dziewczynka długo leżała bez ruchu na starej pryczy.

Nie pomagały jej ani leki, ani wizyty lekarza. Raz po raz odwiedzała ją, jak się domyśliła, jej matka. Dziecko patrzyło nieprzytomnie, mglistymi oczami w sufit. Minął rok, a dziewczynka nie zdrowiała, jej stan zdrowia do tego czasu znacznie się pogorszył. Wzrok był nieobecny, usta sine, a skóra blada. Pewnego dnia jej opiekunka położyła koło dziecka porcelanową lalkę z czerwonymi włosami i kremową, koronkową sukieneczką, która do tej pory znajdowała się na półce, naprzeciwko łóżka.  

Dziewczynce nie zostało wiele czasu, maksymalnie dwa, trzy dni.

Nic nie pomagało. Umarła.

         Maggie wypuściła lalkę z rąk, stałą sztywno jak słup soli. Otwierała i zamykała usta nie mogąc nic powiedzieć.

         Usłyszała głos Laury dobiegający gdzieś w oddali. Gwałtownie odwróciła się szukając wzrokiem dziewczyny. Ani jej, ani jej brata nie było w pobliżu.

- Gdzie jesteście?

- Przy wyjściu. – usłyszała donośne brzmienie głosu Michaela. – Chodź, przyjdziemy najwyżej tu jutro.

Ruszyła w stronę wyjścia, czyli na schody.

Ukradkiem spojrzała w lewą stronę (nawet sama nie wiedziała dlaczego to uczyniła). To co zobaczyła było niemalże dziwne, mianowicie widziała małą dziewczynkę stojącą w odległości około dwudziestu metrów od niej. Dziecko patrzyło się na swoje splecione dłonie. Podniosła gwałtownie oczy, dostrzegła przyglądającą się jej brunetkę. Przekrzywiła drastycznie głowę w lewą stronę i zniknęła. Rozmyła się w powietrzu. Miała ruszać w dalszą drogę, gdy podbiegło do niej czarne stworzenie o aksamitnej sierści. Przykucnęła. Kot oddalił się błyskawicznie na bezpieczną odległość. Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię, pomyślała widząc wahanie zwierzęcia. Najdziwniejsze było to, że futrzak jakby odczytał jej myśli, gdyż lekko drgnął i podszedł parę kroków w  stronę przykucającej dziewczyny. Po chwili plątał się koło jej nóg.  Niepewnie wyciągnęła dłoń w jego stronę. Delikatnie przeciągnęła palcami po grzbiecie kota. Zwierzę początkowo wzdrygnęło się, następnie raz po raz unosiło i opuszczało kręgosłup. Maggie przerwała głaskanie, gdyż zwierzę odwróciło ku niej głowę i wpatrywało w nią czerwone ślepia.

Brunetka zastanowiła się przez krótka chwilę nad krwistym kolorem jego oczu, ale stwierdziła, że jest to mało istotne.

Stworzenie zauważyło zdziwienie na twarzy dziewczyny, w momencie ją minęło i pobiegło gdzieś w głąb strychu.

Brunetka westchnęła, wstała i ruszyła do „wyjścia”.

         Będąc na dole dostrzegła opierających się o różne rzeczy Smith’ów. Najwidoczniej długo na nią czekali, bo mięli zniesmaczone miny.

Odetchnęli z ulgą widząc dziewczynę.

Zgodnie stwierdzili o zamknięciu drzwi, lecz tym razem odpuścili sobie zamykanie ich na klucz.

Usłyszeli dzwonek do drzwi.

Dziewczyny pytająco spojrzałby na chłopaka, a on tylko wzruszył ramionami.

Cała trójka zaszła na dół.

         W drzwiach czekał nie kto inny, jak rudowłosa dziewczyna.

Michael zaskoczony i zdezorientowany jej obecnością wpuścił ją do środka.

Uśmiechnęła się widząc jego minę. Zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku po lewej i odwróciła się w stronę równie zaskoczonych nastolatek.

- Cześć dziewczyny. – obdarzyła je ciepłym i szczerym uśmiechem.
One jedynie odwzajemniły miły gest.

Poszli do salonu.

Michael przyniósł cztery parujące kubki i postawił na środku szklanej ławy.

         Maggie po niedługim czasie zorientowała się, że siedzi na czarnej sofie wyłącznie w koszuli i glanach. Było jej wstyd. Przeprosiła na chwilę i pobiegła na górę. Uwinęła się dość szybko z wciągnięciem spodni na nogi i ponownym zawiązaniem skórzanych butów.

Zaszła ponownie na dół.

Cierpko uśmiechnęła się wchodząc do salonu.

         Mimo tego, że wszyscy siedzieli blisko siebie, nie mięli zbytnio tematów do rozmowy, toteż przez większość czasu panowała napięta atmosfera pełna milczenia.

- Nigdy was wcześniej nie widziałam w Lancaster. – to było bardziej stwierdzenie, nie skierowane bezpośrednio do dziewczyn. Nie oczekiwała odpowiedzi, a jednak ją niezwłocznie otrzymała od Maggie.

- Nie jesteśmy stąd.

- To ogólnie zdążyłam zauważyć. – wciągnęła mocno powietrze, przymknęła powieki, jakby rozmyślała nad dalszą odpowiedzią. Otworzyła je i kontynuowała: - Więc skąd przybyłyście?

- Z Newcastle.

- To daleko. Co was tu sprowadziło? – spytała z zaciekawieniem, a Michael posłał jej ostre spojrzenie.

- Przyjechały tu z powodu chorej koleżanki, która leży w tutejszym szpitalu. – blondyn mówił dość surowym i obojętnym tonem.

- Wybaczcie,  że zapytałam.

- Nie szkodzi. – wtrąciła, dotąd milcząca Laura. Próbowała wywołać u siebie choć cień uśmiechu, lecz im bardziej się starała tym gorzej jej to wychodziło.

Nastąpiło nieznośne i krępujące milczenie, które trwało dłużej niżeli wszyscy sądzili.

Dochodziła już godzina piętnasta trzydzieści.

Alissa nerwowo spojrzała na zegarek. Niepokój malował się na jej twarzy.

- Co się stało, kochanie? – dwudziestodwulatek chwycił jej dłoń i zanurzył intensywne spojrzenie w jej zielonych tęczówkach. Wiedziała, że jego wzrok ją osłabia i onieśmiela. Widział w nich troskę oraz chęć poznania powodu jej niepokoju.

Zacisnęła wargę i powiedziała prawie bezgłośnie:

- Moja siostra leży w szpitalu na porodówce, obiecałam jej, że wpadnę do niej po szesnastej zaraz po pracy.

Michael przybliżył się do niej, chwycił dłonią tył jej głowy, zacisnął lekko palce na jej falistych włosach, odchylił  w tył i czule pocałował.

Maggie widziała ich kątem oka. W chwili, gdy ją całował poczuła dziwny ucisk w żołądku. Przymrużyła powieki. Otworzyła je dopiero w chwili, gdy usłyszała głos Michaela zwracający się do niej.

- Maggie, mówiłaś, że chciałabyś jechać do siostry. – dziewczyna podniosła głowę. – Mógłbym cię zawieść.

Brunetka niekontrolowanie uniosła brwi, lekko rozchyliła usta, aż w końcu postanowiła odpowiedzieć:

- To miło z twojej strony, ale wolałabym iść na nogach.

- Dziewczyno zwariowałaś? – zapytała Alissa. – Na zewnątrz jest jeszcze zimniej niż przed paroma dniami. Bodajże temperatura sięga teraz minusowych progów. – Maggie spojrzała na nią, a w jej oczach znajdowało się pytanie typu: to co mam teraz zrobić? – Zaraz podjedzie tu taksówka, mogłabyś zabrać się ze mnę. – obdarzyła siedemnastolatkę ciepłym uśmiechem. Kąciki ust dziewczyny lekko i niepewnie drgnęły.

- Mogłabym? – powtórzyła z niedowierzaniem.

- Ależ oczywiście. – powiedziała podnosząc się z swojego miejsca. – A twoja koleżanka też chce jechać? – przerzuciła wzrok na Laurę i ponownie na Maggie.

Dziewczyny zerknęły po sobie, potem na Alissę.

- Ja również bym chciała. – odpowiedziała Laura niepewnie i cicho.

- Dobrze, chodźcie. – wstała i podążała w stronę hollu, a dziewczyny i Michael za nią. – Michaelu moja mama chciała z nami zjeść kolacje. – oczy chłopaka rozszerzyły się i lekko uchylił usta.

- Ty tak na serio? Chce mnie widzieć po tym co się stało dwa miesiące temu?

- Tak, chciałaby z tobą porozmawiać. – Michael miał zmieszaną minę, podszedł do rudowłosej, podał jej płaszcz i pomógł jej się ubrać.

- Dobrze. – westchnął. Dziewczyny patrzyła na nich podejrzliwie. – Kiedy?

- Za trzy dni w Róży.

- To w sobotę.

- Owszem. – skierowała wzrok na nastolatki. – Idziemy?

- Tak. – powiedziała pospiesznie Laura.

- Nie macie żadnych kurtek? – spytała schodząc po schodkach.

- Niestety nie mamy ich tutaj. – odpowiedziała Maggie.

Piękność o płomiennych włosach posłała Michaelowi pytająco – ostrzegawcze spojrzenie. A on jedynie wzruszył ramionami. Alissa westchnęła i zrezygnowana podążyła w stronę czekającej już taksówki.

- Czekajcie! – krzyknął Michael. Pobiegł do pokoju. Po chwili wrócił z dwiema czarnymi bluzami w ręku. Podał je Maggie i Laurze. – Trzymajcie. – mówił łapiąc oddech. – Tyle przynajmniej mogę zrobić. – posłał im cierpki uśmiech.

- Znacznie lepiej. – zielonooka posłała narzeczonemu ciepły uśmiech.

- Alisso.

- Tak Michaelu?

Dwudziestodwulatek podszedł do niej, złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Złączył ich wargi w pocałunku.

- Muszę już iść. – wyszeptała, wyswobadzając się z jego uścisku.

- W porządku. – wypuścił ją z objęć. Wyjął kremowy, jedwabny szal z przedniej kieszeni spodni. Delikatnie przełożył go przez szyję dziewczyny, raz obwiązał i spuścił luźno z przodu.

W jej oczach zagościł uśmiech i wdzięczność.

Odwróciła się na pięcie i wraz z towarzyszącymi jej dziewczynami. Weszły do taksówki. Samochód ruszył z miejsca.

         Jechały spokojnie nic nie mówiąc. Były pod budyniem szpitalnym po godzinie szesnastej.

- Zapłacę. – rozciągnęła malinowe wargi w przyjacielski uśmiech.

- Bardzo pani dziękujemy. – odpowiedziała Laura.

- Tylko proszę nie mównie do mnie „pani”, bo czuję się wtedy staro. – powiedziała wysiadając z taksówki i ustawiając się naprzeciwko nastolatek. – Jestem jeszcze młoda. – uśmiechnęła się na ostatnie słowa. – Mówcie mi Alissa.

Dziewczyny lekko speszone przytaknęły.

- Dziewczyny wyluzujcie się. Nie bądźcie takie płoche i skrępowane. – uśmiechnęła się szerzej. – Jestem od was starsza tylko o parę lat. Nie przesadzajcie. – przytaknęły. Westchnęła i spytała: - Czy mogłybyście pojawić się jutro o dziesiątej w Green Housie? Wyłabym wdzięczna.

- Okej. Nie ma problemu. – przytaknęła  Maggie w momencie, gdy znajdowały się już na drugiej stronie ulicy.

Weszły do budynku.

         Kamilla wciąż leżała na szpitalnym łóżku. Dziewczęta wpatrywały się w jej ciało z bólem i żalem.

Weszła pielęgniarka.

- Dzień dobry. – zwróciła się do dziewczyn lekko się uśmiechając.

- Dzień dobry. – powiedziały praktycznie równocześnie.

Nastąpiła chwila ciszy.

- Przepraszam – Maggie zwróciła się do pielęgniarki – długo może trwać taki stan? – pokazała na ciało Kamilli.

- To jest całkowicie zależne od przyczyny i siły organizmu. – odpowiedziała sprawdzając coś w karcie. – Śpiączka może trwać parę tygodni, miesięcy lub nawet lat.

- Co?! – Maggie przerwała jej dalsze wyjaśnienia.

- Jak już mówiłam to zależy od organizmu chorego. To od niego zależy kiedy osoba się wybudzi. – podniosła wzrok na dziewczynę. – Wiem, to jest ciężkie, ale jak będziecie się nad nią użalały, niepomożenie jej w żaden sposób.

- Jakie jest prawdopodobieństwo, że się wybudzi?

- Szczerze mówiąc jest pięćdziesiąt procent szans.

- A drugie pięćdziesiąt?

- Cóż różnie to bywa. – powiedziała kończąc rozmowę.

Zmieniła kroplówkę i zostawiła niedoinformowane dziewczyny z chorą. Długo siedziały bezczynnie wpatrując się w Kamillę.

Bezsensowne przesiadywanie u boku szatynki nie podnosiło na duch, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej je dołowało. Z trudem powstrzymywały łzy.

         Wyszły, nie wytrzymując narastającego napięcia. Podczas drogi w dół Laura zapatrzona była w podłogę, nadal mając spuszczoną głowę zapytała:

- Czy, no czy doszło do czegoś między wami tamtego wieczoru?

Brunetkę zamurowało i zatrzymała się w pół kroku. Towarzyszka odwróciła głowę w jej stronę.

Dziewczynę oblał rumieniec, gdyż przypomniała sobie sytuację z ostatniego wieczoru i moment, gdy Laura prawie ich przyłapała na gorącym uczynku.  Mimo tego postanowiła odpowiedzieć:

- Nie. Do niczego nie doszło. Było tylko to co zdążyłaś zauważyć. – próbowała mówić opanowanym tonem, lecz przy każdym wypowiedzianym zdaniu nieznośnie załamywał się.

Laura przytaknęła na jej słowa.

Przez resztę drogi szły bez słowa.

         Ciszę przerwał telefon do Maggie.

- Słucham.

- Maggie, tu Amy. Mam do ciebie parę spraw.

- Czyli?

- Po pierwsze dzwoniła do mnie twoja nauczycielka z chóru, mówiła, że jak za dwa dni nie zjawisz się w szkole i na zajęciach muzycznych to będziesz zawieszona.

- Co? Jak to zawieszona?

- No normalnie. – chwila ciszy. – Musisz się zjawić! Chyba nie chcesz powtarzać ostatniej klasy po raz trzeci?

- No nie. Wiesz, ale jest w tym problem, że nie ma mnie w domu.

- Gdzie jesteś, do cholery?!

- W Lancaster.

- Porąbało cię, czy jak? Co cie tam poniosło?

- Amy uspokój się. Nic mi nie jest. Miałam powód by się tu znaleźć.

- Jaki?

- Odnalazłam siostrę.

- To świetnie. Co z nią?

- Żyje, ale jest w szpitalu.

- Jak to?

- Nie przez telefon. Pogadamy jak przyjadę.

- Ok. A i jeszcze jedno: może pomyślisz, że zwariowałam, ale widziałam kogoś kto kręcił się pod twoim domem.

- Co?! Jak to? Chwila, chwila jesteś w Newcastle?

- Tak. – westchnęła. – Maggie naprawdę nie znam tego kogoś, zrozum. Proszę cię bądź w piątek w mieście.

- Postaram się, ale nic nie obiecuję.

- Okej. Bye.

- Pa.

          Po godzinie drogi, zmarznięte, dotarły do domu Michaela.

          Zapadła noc, dziewczyny siedziały po ciemku w pokoju. Nic praktycznie nie mówiły. Panowała cisza, jak i wokół, jak i między nimi.

- Muszę jutro wyjechać. – powiedziała Maggie przerywając milczenie. To miało być stwierdzenie, bez żadnej odpowiedzi, lecz nieoczekiwanie ją dostała w formie pytania.

- Dlaczego?

- Bo mnie inaczej zawieszą w szkole. Ty też powinnaś wrócić … - w tym momencie wszedł Michael, a Maggie umilkła.

- Czy nie przeszkadzam?

Popatrzyły po sobie i przecząco pokręciły głowami.

Oświecił światło, podszedł do dziewczyn i podał im miseczki z sałatką owocową.

- Dziękuję. – Maggie wzięła swoją do ręki, wstała i położyła miseczkę na regale w meblościance.

- Słyszałem, że jutro wyjeżdżasz. – mówił spokojnym, lecz smutnym głosem do brunetki.

- Tak. Ten wyjazd jest niezwłoczny i nieunikniony.

- Rozumiem. - spuścił głowę i momentalnie posmutniał.

- A ty? – zwrócił się do siostry.

- Prawdopodobnie też jadę.

Westchnął. Podszedł do Laury, przytulił ją i ucałował w czoło.

- Żegnaj siostrzyczko. Wkrótce się znów zobaczymy. – powiedział nie odrywając brody od jej czoła.

Nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w jego ramiona i zaniosła się cichym płaczem. Wytarł jej łzy, ponownie ucałował jej czoło i włosy. Wypuścił ją z objęć.

Podszedł do Maggie.

Patrzyła na niego z obojętnym wyrazem twarzy.

Podciągnął jej podbródek wyżej i pocałował jej usta. Miała ochotę go jak najszybciej odtrącić od siebie, lecz ku jej własnemu zdumieniu nie zrobiła tego. Nie odwzajemniała pocałunku. Chłopak odsunął się od niej na długość ramienia. Pociągnął ją za talie, tym samym obejmując czule. Zanurzył nos w jej czarnych włosach. Powiedział jej do ucha, w taki sposób, by tylko ona go usłyszała:

- Przepraszam jeśli czymkolwiek cię uraziłem. Jeśli tak, to wiedz, że nie zrobiłem tego celowo. – wciągnął mocniej powietrze. – Żegnaj, mała.

Odsunął się od niej i wyszedł z pokoju.

         Noc mijała spokojnie, chodź dało się słyszeć cichą grę na fortepianie.

niedziela, 2 marca 2014

~ Rozdział 8 ~

I pojawił się rozdział 8. Myślę, że jest on w porządku, chodź nie jestem z niego w pełni zadowolona. No ale cóż nie można mieć wszystkiego naraz.
Dziękuje Ci Vivre za wskazanie mi tego, jakże banalnego błędu, który popełniłam na samym początku bloga. W najbliższym czasie postaram się go wyegzekwować.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Hmmm … nie wiem. Może to, że pojawi się tu troszkę wyjaśnień i jeszcze jedna tajemnica, jaką jest notes. Nic więcej nie napomnę, bo nie będę zdradzać dalszej treści :D.
Mogę dodać jeszcze jedno, mianowicie, że możecie spodziewać się następnego rozdziału około 17,18 lub 19 marca.
Serdecznie zachęcam do komentowania. Dla was to parę słów, dla mnie motywacje do dalszych działań i wtedy mam pewność, że ktokolwiek to czyta :D.
Pozdrawiam i życzę miłego czytania.          




______________________________________
            Maggie dopiero po trzech spędzonych tu nocach odczuła ból w plecach od spania na twardym materacu szerokiej pryczy. Niby dało się do tego przyzwyczaić, tak jak i do tego domu, ale mimo to dziewczyna czuła się tu nieswojo i dziwnie. Miała wrażenie, że ktoś na nią patrzy, na każdy jej ruch, a nawet zagląda w głąb jej duszy. Takiego typu myśli, wrażenia, przenikały przez jej głowę od czasu, gdy przebywała w Lancaster, przerażało ją to, lecz nie potrafiła odpędzić tego od siebie.
Ta posiadłość, jak zdążyła się przekonać, skrywała bardzo wiele tajemnic.
Spuściła nogi z łóżka, półprzytomna i obolała podeszła na boso do okna.
Widok za szyby uświadomił jej, że za domem jest mały ogródek, wielkie, rozłożyste drzewo, a w oddali jakiś ciemny park.
Słyszane po zmroku dźwięki ustały.
Zawiasy w drzwiach zaskrzypiały. Dziewczyna gwałtownie odwróciła się. Stała w bezruchu. Już widniało na dworze, więc nie było większego problemu, by dojrzeć, kto wszedł. Podeszła do drzwi. Zastała tylko pustkę, głuchą i ciemną pustkę. Rozejrzała się dookoła. Nic. Nie było tam żywej duszy. Zastanowiła się, co to mogło być. Zauważyła jedną, niepojętą rzecz: drzwi na końcu korytarza były uchylone. Dziwne, pomyślała i ruszyła w ich stronę. Z każdym kolejnym krokiem serce przyśpieszało.
Chwyciła za framugę i zajrzała niepewnie do środka. Szpara pomiędzy drzwiami, a futryną powiększyła się. Mogła teraz dostrzec wnętrze pokoju. Był stary i zagracony, z jakimiś białymi oraz szarymi płachtami na meblach, po lewej. A pośrodku pomieszczenia stała zgarbiona postać.
- Michael? – spytała lekko wystraszona.
To coś odwróciło się w jej kierunku, podeszło parę kroków w przód. Maggie cofnęła się lekko wystraszona. Od samego początku ciekawiła ją zawartość znajdująca się za tymi drzwiami, mogłaby spodziewać się naprawdę wszystkiego, lecz nie tego, co zobaczyła.
Znów podeszła do drewnianych drzwi. Spostrzegła, że ta „osoby”, bądź czymkolwiek to było, nagle zniknęło. Ciekawość wzięła górę. Chcąc teraz wkroczyć do środka, chwyciła za okrągłą gałkę i lekko popchnęła. Nagle coś szybko przemknęło po pokoju, a ona zamarła w bezruchu. Drzwi gwałtownie zatrzasnęły się, uderzając dziewczynę w skroń i prawą rękę. A ona, pod wpływem ostrego zamknięcia, upadła na szorstki, ciemno bordowy dywan, rozmieszczony na całej długości korytarza.
Postanowiła prześliznąć się szybko do jej tymczasowego pokoju, który dzieliła z Laurą. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się plecami o nie. Właśnie wtedy obudziła blond dziewczynę.
- Co ty wyprawiasz?! – stwierdziła Laura oskarżycielskim głosem.
- Dobrze, że już nie śpisz. Ty też TO widziałaś?
- Nie? O co ci chodzi? – podniosła się do pozycji siedzącej. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie i ciekawość. Maggie ciężko oddychając i próbując się opanować wybełkotała:
- To, to… coś… tam. – odchyliła głowę wskazując kierunek.
- Co? – Laura nic kompletnie nie rozumiała. A tamta nie odpowiadała. – Powtórz jeszcze raz, lecz teraz trochę wolniej.
- Drzwi… drzwi były tam otwarte i… i …
- Jak to? – przerwała jej blondynka.
- Tam w pokoju. – odpowiedziała jeszcze drżącym głosem, lecz już spokojniej. – Tam coś było albo nadal jest.
- To niewiarygodne! – zaprotestowała – One są zamknięte. Nie dość nikogo tam nie ma!
- Ta postać była ciemna i zgarbiona. – dopiero teraz spojrzała na przejętą twarzyczkę młodszej towarzyszki. Laura dostrzegła, mimo panującego półmroku, w oczach dziewczyny strach i niepokój.  
Podeszła do wpół stojącej młodej kobiety przy drzwiach. Oparła obie dłonie na jej ramionach, a ta wsparta rękoma na kolanach wyprostowała się. Jej wzrok niepewnie powędrował leciutko w dół, prosto w źrenice szesnastolatki.
- Sprawdzimy to, gdy się rozjaśni. Teraz chodź, połóż się. – i pociągnęła dziewczynę w stronę łóżka.
- No, dobrze. – przytaknęła ciężko wzdychając.
Maggie, w przeciwieństwie do Laury, nie spała. Zastanawiała się nad wydarzeniami z przed paru godzin. Zarówno myślała o sytuacji z sypialni Michaela, jak i również o tym co zobaczyła w sąsiednim pokoju.
Nieprzytomna, z podkrążonymi oczami, zeszła na dół do kuchni. Wstawiła wodę. Gdzie on trzyma kawę? Czajnik zagwizdał, wyłączyła go. Poczuła czyjeś dłonie na swoich biodrach.
- Witaj piękna. – blondyn przywitał ją ciepłymi słowami, całując przy tym jej ramię. Jej oblicze rozjaśnił lekki uśmiech.
- No, cześć. – głos jej się załamał, choć chciała by zabrzmiał obojętnie. Miała tylko nadzieją, że chłopak nie zwrócił na to zbytniej uwagi.
Odszedł od dziewczyny. Wziął dwa kubki, nasypał kawę i zalał wrzątkiem. Podał jej gotowy napój.
Zlustrował ją od stóp do czubka głowy i na odwrót.
         Miała na sobie tylko glany i długą, pokrwawioną, białą bluzkę, a mimo tak skromnego odzienia Michael stwierdził, że i tak wygląda seksownie.
Nie zważając na jego słowa, upijała kolejne łyki gorącej cieczy.
Milczenie stawało się dla oby dwóch uciążliwe. Nie odezwali się nawet jednym słowem, gdy weszła Laura. A ona od razu wyczuła napiętą atmosferę.
Jednakże szesnastoletnia blondynka postanowiła przerwać ciszę pytaniem skierowanym do brata:
- Masz klucz do tamtego pokoju na górze?
Zaskoczony jej słowami odpowiedział lekko osłupiony:
- Yyyy. Chyba tak. – zamyślił się na chwilkę. -  Dlaczego pytasz?
- Chcemy go zobaczyć. – wtrąciła, dotąd milcząca, Maggie.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł … .
- Dlaczego? – zaciekawiła się Laura.
Skarcił ją wzrokiem i wyszedł bez słowa.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia i poszły za nim. Maggie miała złe przeczucia, lecz nie zdradzała ich, zachowała to dla siebie.
Byli w drodze na górne piętro. Po chwili znajdowali się koło starych, zamkniętych drzwi. Chłopak podał siostrze klucz. A ona włożyła go w dziurkę, przekręciła.
- Te drzwi były dzisiaj po zmroku otwarte.
- Niemożliwe. – zaprzeczył Michael.
- No właśnie, lecz widziałam na własne oczy. – ciągnęła nadal Maggie.
- Musiało ci się to przyśnić!
- A jak wyjaśnisz fakt, że mam siniaki od uderzenia tymi drzwiami? – zamilkł. A Laura tymczasem otworzyła drzwi do pokoju. – Jak wytłumaczysz czyjąś obecność tutaj?!
Rodzeństwo zatrzymało się w pół kroku i obrzuciło dziewczynę bacznym wzrokiem.
- Czyjąś obecność? – powtórzył Michael z niedowierzaniem. – A tak dokładniej to kogo masz na myśli?
- Hmmm… . Dokładnie nie potrafię wytłumaczyć. – chwila zawahania.- To coś, bądź ta istota była ciemna i dość wysoka, chodź zgarbiona.
- Przypominam sobie, że wspomniałaś w nocy o kimś takim. – przypomniała Laura. – Mówiłaś też, że poruszało się dość szybko.
- Owszem. Niestety nie dałam rady określić czym, ani też kim było, jakiej płci.
- Aha. I widziałaś to w tym pokoju? – spytał drwiącym tonem Michael, wchodząc do środka.
- Dokładnie stało tam, pomiędzy tymi zakrytymi meblami.
 Maggie wśród ciemności dostrzegła nieznaczący ruch, lecz nic nie powiedziała.
Teraz, po oświeceniu światła, dokładniej rozejrzeli się po pomieszczeniu. Było ono stare, zakurzone, pełne jakiś sprzętów i mebli przykrytych płótnami. Pozorny chaos w ciemnościach, w świetle można było dostrzec tu jakiś nie dostrzegalny, na pierwszy rzut oka, nietypowy ład panujący pomiędzy ścianami, a znajdującymi się tu, praktycznie równomiernie rozmieszczonymi, rzeczami.
Rozejrzeli się uważnie, zapamiętując miejsce chodźmy najmniejszego sprzętu.
Przez panujący w tym miejscu paroletni zaduch i kurz powietrze było tu mgliste i jakby samo w sobie pozostawało ciężkie.
Laura przedarła się przez porozstawiane sprzęty do zakrytego ciemną, podziurawioną płachtą okna. Ściągnęła płótno, odsłaniając starą szybę w drewnianej ramie. Otworzyła je.
- Nie ma tu nic ciekawego. – stwierdził Michael opierając jedną dłoń na biodrze, drugą zaś wspierał się o jakiś większy, nieokreślony przedmiot. Dziewczyna spojrzała momentalnie na jego postać, nonszalancko przewróciła oczami, wzruszyła ramionami i skierowała się w poprzedni punkt zapatrzenia, czyli na podłogę pod oknem.
Dostrzegli niedużego, czarnego kota błąkającego się pod parapetem. Zwierzę spojrzało na nich nienaturalnie ciemnymi oczami. Odwróciło się bokiem. Maggie zauważyła, jako jedyna, ciemną czerwień jego oczu. Kot pośpieszył ku tej szafie, przy której stała Maggie. Znajdowała się ona pod jedną z burawych ścian.
Dziewczyna podeszła bliżej mebla, bacznie mu się przyglądając. Wpatrywała się w przestrzeń za nim, gdzie właśnie zniknęło stworzenie o czerwonych ślepiach.
Zastanawiała się skąd ono się tu właściwie wzięło. Jej głowę zaprzątała również myśl o tej jakże wielkiej, ciągnącej się od czubka, do prawie samego dołu szparze na bocznej ściance szafy. Wpatrzona w nią i zarówno w ciemność za meblem, dostrzegła jakieś zarysy, jakby drzwi, bądź jakiegoś wejścia. Przykuło jej to szczególną uwagę. „Odkryła” je po wyostrzeniu wzroku i dokładniejszym przyjrzeniu się, gdyż wejście idealnie wtapiało się kolorystycznie w brudnawą ścianę.
- Pomóż mi! – tylko ona usłyszała błagalne, przytłumione i zrezygnowane wołanie o pomoc. Wydawało jej się, że dochodzi właśnie z tego przejścia za ścianą. Szybko cofnęła się o parę kroków, prawie potykając się o jakąś rzecz. W każdym bądź razie nie uniknęła zdziwionego wzroku rodzeństwa. Czuła ich spojrzenie na  sobie więc się odwróciła.
- Podejdźcie tu.- nakazała, a widząc bardziej podejrzliwe miny , objaśniła – Słyszałam coś, jakby wołanie o pomoc.
- Co?! Gdzie? – powiedzieli praktycznie równocześnie.
- Yyy, wydaje mi się, że głos dobiegał zza ściany.
- Jak to? Tam nic nie ma! – zaprzeczyła Laura.
- Czyżby? – było to wątpliwe pytanie z nutką złośliwości. Na co blondynka uniosła i opuściła ramiona. – Pomożecie mi ją przesunąć? – wskazała na szafę obok niej. Smithowie wymienili zdziwione spojrzenia. Nic nie mówiąc, podeszli do siedemnastolatki.
Przesunęli mebel odsłaniając, zgodnie z przeczuciem Maggie, jakieś drzwi. Były mniejsze i metalowe niż wszystkie inne znajdujące się w domu. A w nich widniała maleńka, okrągła gałka z dziurką na klucz po niżej.
- Wiedziałeś o tym? – usłyszała za sobą głos Laury.
- Szczerze? – przytaknęła.-  Nie miałem pojęcia. – cicha odpowiedź Michaela.
         Czarnowłosa odruchowo chwyciła za klamkę. Jak przeczuwała, drzwi były zamknięte. Bez słowa odeszła od przesuniętej szafy. Chrząkała się po pokoju. Najwidoczniej czegoś szukała. Czego dokładnie? Prawdopodobnie klucza.
         Towarzyszący jej ludzie początkowo stali bez ruchu i nie wiedzieli, co robić. Postanowili pomóc dziewczynie w poszukiwaniach, chodź uważali je za bezsensowne.
- Nie sądzę, że cokolwiek tu znajdziemy. – powiedziała, bez namysłu Laura.
- Jak nie tu, to gdzie? – natychmiastowy odezw Maggie.
-  Nie wiem. – tym razem odpowiedział  Michael, unosząc ramiona na znak, że naprawdę nie ma pojęcia.
         Po bezskutecznych, dwugodzinnych poszukiwaniach, pełnym zrezygnowania ludziom ukazała się iskierka nikłej nadziei. Owe zwierze, którego widzieli wcześniej, co prawda zdążyli o nim zapomnieć, teraz znów pojawiło się w pokoju. Patrzyło ze spokojem na poszukujących, aż postanowiło dać znać o swojej postaci.
         Usłyszeli jakby szeleszczenie, obijanie i przedzieranie się przez sprzęty. Zwrócili się w stronę źródła dźwięków. Ujrzeli spokojnie siedzącego, czarnego kota. Wpatrywał się intensywnie, nienaturalnymi, czerwonymi ślepiami w tylko jeden punkt, który, z ich założenia, znajdował się drugim końcu pokoju. Była tam, tym razem, wyższa szafa. Podeszli tam. Będąc już przy meblu zgodnie spojrzeli w miejsce spoczynku stworzenia, lecz już go tam nie było. Popatrzyli po sobie nawzajem.
Postanowili, że zajmą się przeszukiwaniem owego mebla.
Zdejmowali kolejne płótna. Odsłonili masywną, mahoniową szafę. Znów „poszły” porozumiewawcze spojrzenia, nastąpiła chwila zawahania. Michael podjął, wcześniej skonsultowane z dziewczynami, działanie, nie miał zamiaru odpuścić, nie teraz. Chciał przeszukać każdy kolejny zakątek pokoju, by w końcu osiągnąć upragniony sukces. Nastolatki dołączyły do niego.
         Ich błahe nadzieje odpłynęły, gdyż przeszukawszy każdy kątek, nawet te meble, włączając tą szafę, nic, nigdzie nic nie znaleźli. Zwiesili ponętnie głosy, pełni całkowitego zrezygnowania opadli bezsilnie to na podłogę, to na jakieś krzesło.
Laura znajdująca się najbliżej okna, zsunęła się po nim i oparła plecy o ścianę pod nim. Pozostawiwszy głowę w bezruchu wpatrywała się nieobecnym wzrokiem to na przestarzałą podłogę przed sobą, to zaś na postać Maggie, to znowuż błądziła szarymi oczami po nieżywej przestrzeni pomieszczenia. Zamknęła powieki i oparła głowę na kolanach.
Wierzyła, aż za bardzo w skutek poszukiwań, bardziej niż w cokolwiek innego.
         Nagle ocknęła się, przepełniona jakby nowym życiem i energią do dalszych działań. Od razu skierowała przepełniony nadzieją wzrok w lewą stronę, a konkretniej w czerń pomiędzy ukośnie postawioną szafą, a ścianą. Wytężywszy oczy można było dostrzec jeszcze jeden, mały, drewniany mebel. Podeszła na kolanach w tym kierunku, zwracając na siebie uwagą Maggie i Michaela. Nie przejmując się nimi powoli wstała, otrzepała kolana i piszczele z kurzu, nie odrywając szarych oczu od mebelka. Nie wykazała nawet najmniejszego zainteresowania dwiema, małymi myszkami i dość dużym pająkiem pałętających się koło jej stóp. Owszem zauważyła je, ale poza tym nie zwracała na nie uwagi.
         Michael widząc te żyjątka zdziwił się, że siostra w żaden sposób nie zareagowała na nie. Zawsze zanosiła się krzykiem widząc te stworzenia, gdyż zawsze miała wstręt do nich, co więcej cholernie się ich bała i to odkąd pamiętał.
         Chłopak z towarzyszącą mu kobietą podeszli do blondynki. Zauważyła ich obecność przy sobie, lecz nic nie powiedziała. Rozmyślała, czy dałaby radę wcisnąć się w tą ciemną przerwę między szafą a ścianą. Nie udało się. Postanowiła spróbować z drugiej strony.
Przeszła przez pół pokoju zanim znalazła ciasne przejście pomiędzy meblami i pozostawionymi tu sprzętami. Towarzysze patrzyli w ślad po niej. W małych szczelinach między przedmiotami, szybko przemieszczała się jej postać. Wkrótce całkowicie zniknęła w ciemnościach. Nie usłyszeli żadnego dźwięku z jej strony. Do ich uszu doszedł dźwięk mocnego szarpnięcia zza szafy. Zajrzeli tam. Laura właśnie próbowała otworzyć jedną z szuflad.
- Przynieście świece i drut. – nakazała blondynka.
- U nas w pokoju są świece. – Maggie szepnęła do Michaela. A on wyleciał z pomieszczenia jak opętany. Wrócił z potrzebnymi rzeczami ciężko łapiąc oddech. Maggie odpaliła świecę zapałkami, wyciągniętymi z małej kieszonki długiej bluzki. Podała ją, wraz z drutem, Laurze .
Mocne szarpnięcie, trzaśnięcie, przeszywający zgrzyt otwieranej szuflady. Nic. Następna szuflada – dokumentacje i zardzewiałe nożyce. Laura wzięła fotografię rodzinną z wierzchu i pęczek pożółkłych papierów, wrzuciła je do kieszeni. Następna szuflada – jakieś dziwne przyrządy służące do przeróżnych celów. Robi się ciekawie, pomyślała biorąc do ręki jakiś pół okrągły nóż, bądź coś w tym stylu. A klucza jak nie było, tak nie ma. Ostatnia szuflada na samym dole. Jak poprzednio wepchnęła drut pomiędzy drzwiczki, popchnęła w kierunku mebelka i z powrotem do siebie, przekręciła.  Szafka ani drgnęła.  Powtórzyła wszystkie wcześniejsze ruchy, tym razem z mocniej. Poza zablokowaniem się drutu pomiędzy szafkami nic się nie stało.
- Fuck! – wykrzyczała zdenerwowana tym samym wstając na proste nogi.
          Zrobiła się nerwowa. Pieprzona szafka. Miała na tyle miejsca, że mogła wziąć zamach i kopnąć mebel z całej siły. Musiała złagodzić złość i postanowiła rozładować ją na mebelku. Pierwszy zgrzyt. Powtórzyła uderzenie, lecz ze zdwojoną siłą. Trzaśnięcie, drugi zgrzyt – pełny sukces.
Przez lekko odsuniętą szufladę wyszły dwa pająki. Dziewczyna szybko pohamowała odruch wymiotny. Przykucnęła. Odsunęła szufladkę na całą jej długość. Z obrzydzeniem włożyła ręce do jej wnętrza. Był tam tylko stary notes, a oprócz niego znajdowało się tam gęsie pióro, świeca i kałamarz z zaschniętym atramentem. Podniosła pamiętnik. Obejrzała go z każdej strony. Był on w nienaruszonym stanie, obłożony ciemno – brązową sztuczną skórą z granatową wstążeczką pośrodku. Otworzyła go. Zatrzymała się na kartach, w którym był opisany tamten poprzedni jak i ten pokój, a również, co tu się stało.
Jest rok 1967, dokładniej 13 marca.
Najmuję ten pokój od niecałego tygodnia,
 Jako gość i student. Wszystko wydawało by
Się w porządku, gdyby nie dzisiejsza noc.
Długo nie mogłem zasnąć, układanie się na
Jednym, potem drugim boku nie oddawało
Żadnych sukcesów. Gdzieś po godzinie
Pierwszej, minut czterdzieści osiem
Usłyszałem czyjeś kroki i muzykę dochodzące
Z sąsiedniego pokoju. Próbowałem to
Zignorować, lecz nie potrafiłem, gdyż z
Każdą minutą dźwięki się pogłębiał.
Początkowo nie dziwiło mnie to, ponieważ
Stwierdziłem,  że może być to starsza pani,
Czyli właścicielka i gospodyni tego domu.
Jednak coś popchnęło mnie do tego by to
 Sprawdzić. Zsunąłem się z łóżka.
To był pierwszy błąd. Przez moje ciało
Przebiegł zimny dreszcz, jak zawsze gdy
Przeczuwałem, że coś się zdarzy, coś
Nie do końca przyjemnego. Mimo to
Zignorowałem durne przeczucia.
Szedłem wzdłuż korytarza. Mając wnet
Dwadzieścia jeden lat, nigdy aż tak mocno
Nie odczuwałem strachu, tak jak wtedy.
Drzwi na końcu hollu, wcześniej zamknięte, i
Zabarykadowane, były otwarte, a zza nich
Słychać było granie na fortepianie.
Wahałem się, czy powinienem wejść.
Ciekawość wzięła górę. Wszedłem. I zamarłem
W bezruchu. Jakaś wysoka, choć zgarbiona
Postać odziana w biel siedziała przy
Ogromnych rozmiarów, fantastycznym
Fortepianie. I grała, grała tą cudowną
Melodię wypełniającą moje serce, zgrabnie
Rozciągając chude palce na klawiszach;
Dostrzegłem, iż nie jest całkowicie sama, gdyż
Towarzystwa dotrzymuje, to przeklęte stworzenie
Zwane potocznie kotem. Miało czarne futro i
Złowrogie czerwone ślepia. W poświacie bladego
Półksiężyca postaci wyglądały na powiewne i
Nieuchwytne, tym bardziej dodając im mroku.
Nic nie mówiłem. Stałem, słuchałem i patrzyłem
Na niezwykłe zjawisko. Postać
Gwałtownie urwała dalszą grę. Nie ruszała
Się chwile. Poczułem ostre kłucie w żołądku.
Nagle owiana bielą osoba odwróciła głowę
W moją stronę. Przekręcała ją powoli,
Dając wrażenie grozy. Chciałem uciekać,
Chciałem, lecz nie mogłem. Nogi jakby
Przywarły mi do podłogi. Byłem oniemiały
Zaradnością i zgrabnością tej pięknej postaci.
Kobieta przeszywała mnie wzrokiem na wskroś.
Jej oblicze pokrywała bladość z odcieniami
Szarości. „Martwa, ona jest martwa”
Powtarzał głos w głowie.
A on się na mnie patrzyła, patrzyła się i się
Śmiała, śmiała się złowrogo. Dreszcze przechodziły
Po mym ciele. Wstała, powiewnym i
Zachęcającym krokiem ruszyła ku
Mnie, by po chwili zniknąć gdzieś za ścianą
Z mej lewej strony, dokładniej wyglądało
Jakby przechodziła przez jakieś drzwi.
„Nie idź za nią, głupcze” i znowuż odezwał
Się głos w głowie, gdyż wiedział o moich zamiarach.
Nie posłuchałem. Uległem kuszącej postaci.
Podążałem za nią. To był kolejny błąd,
Lecz nie mogłem się powstrzymać.
Podszedłem do ciężarnych drzwi.
Zamknięte, psiakrew. Nie ma klucza.
Laura pogrążona w czytaniu, nie zrozumiałą żadnych, nawołujących ją słów.
         Potrząsnęła głową na boki, co spowodowało koniec transu. Słyszała jakby przez mgłę głos Michaela skierowany do Maggie. Urywak zdania zapadł jej w umysł i nie mogła się go pozbyć. Nic nie mówiła, choć miała otwarte usta.
- Żyjesz? Laura, odezwij się!
Po krótkiej chwili usłyszeli odpowiedź:
- Żyję. Nic mi nie jest.
- Uff. Co ty tam robisz tyle czasu?
Brak odpowiedzi.
- Znalazłaś klucz?
Klucz! Miałam go szukać. Cholera.
- Nie, jeszcze nie. – zamyśliła się. – Chyba nic z tego… .
Przesunęła wstążeczkę w miejsce, gdzie skończyła czytać. Odłożyła notes na kolana i szukała dalej zguby. Straciła równowagę. Ręką jej wpadła z powrotem do wnętrza szafki. Naciskając tym samym na jej denko. A ono uniosło się lekko w górę.
- … chociaż czekajcie coś mam.
- No to daj to. – nakazał Michael.
Dziewczyna z trudem wyjęła denko, a jej oczom ukazał się przedmiot przypominający klucz. Podała go bratu przez szczelinę.

Samoczynnie usta Maggie ułożyły się w lekki uśmiech, by potem mogła go zniszczyć niepewność i wątpliwość.